Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#66585

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak się wyśmiewa lęki przez zwykłe niezrozumienie.

Boję się pająków. Zdanie wypowiadane przez milion kobiet i mężczyzn na całym świecie. I chyba też najczęściej wyśmiewane.
„On ci nic nie zrobi, on się boi bardziej od ciebie! Zobacz jaki milusi, jakie ma długie nogi!”
Ileż to razy ja to słyszałam? Byłam zbywana przez rodzinę i znajomych wiele razy takimi słowami. Zastanawia mnie jednak czy serio nie da się uszanować czyjegoś lęku? Jak ktoś mówi 'nie rób mi herbaty, bo nie lubię', to mówicie 'ok, zrobię ci kawy'. Z lękami się tak nie da?

Jak byłam mała (miałam jakieś 9 lat) zmieniałam pościel. Nałożyłam świeże prześcieradło, odwróciłam się po kołdrę, zerkam na łóżko, a tam – pająk! I to z tych najgorszych, bo taki długonogi zapierdziela wesoło po mojej świeżej pościeli! Ja w krzyk, mama wyskoczyła spod prysznica i dawaj ratować dzieciaka.
Ten jeden raz zgadzam się, moja reakcja była przesadzona, rodzicielki całkiem na miejscu (zdrowy opieprz mi się dostało, bo krzyczałam jakby mnie ze skóry obdzierali). Ale widzicie skalę problemu?

Teraz z innej beczki. Czasy gimnazjum.
Schodzimy z boiska do kosza, wpadamy do kolegi do mieszkania w celu napicia się wody. Kolega informuje, że ma dwa ptaszniki. Ja informuję, że panicznie się boję i o ile będą pająki zamknięte, to do pokoju wejdę i zajmę strategiczne miejsce z możliwością szybkiej ewakuacji. Ok, ok, nie ma sprawy. Kolega jednak nie do końca wziął sobie do serca moja mowę, bo gdy weszłam do pokoju, nastraszył mnie skórą (?) z jednego z pajączków położoną na ręce.
Zemdlałam.

Kolega przez godzinę mnie przepraszał i zapewniał, że nigdy więcej nie zrobi nikomu takiego kawału. Mam nadzieję, że słowa dotrzymuje. Przeżycie dla nas, które mogło nie mieć miejsca, gdyby nie brak szacunku do czyiś lęków.

Mało? Własna rodzina mnie 'oducza'.
Ojciec zaprasza na drabinę przed domkiem w remoncie, coby podbitkę potrzymać, kiedy on będzie przykręcał. Ok, nie ma sprawy. Wskakuję na drabinę, a że znajdujemy się od nasłonecznionej strony, szybko udaje mi się namierzyć trzy wielgachne pająki. Jeden wesoło coś zajada, jeden wspina się po sieci, trzeci grzecznie czeka na ofiary. Ciężko mi przełykać, robi mi się gorąco, łzy w oczach, bo czuję się osaczona, a rodzinka robi sobie w najlepsze żarty. Okrutni...

Ten sam domek, jakiś czas później. Wracamy z plaży, wchodzę do łazienki, a tam największy pająk, jakiego widziałam na wolności. Wiem, że 'tacy jak ja' mają skłonności do dramatyzowania, ale naprawdę był duży (w wymiarze 5-7 cm). Ewakuowałam się cichutko, tatę słabym głosem wysłałam na bój. Tato się pośmiał, że malutki pajączek, rodzina miała ubaw, ale oddaję ojcu sprawiedliwość, że następnego dnia przyznał się do tego, że nawet jego skalą pająk był sporawy.
Dlatego ja nie apeluję, nie prawię morałów, tylko cichutko proszę – szanujcie. Nie musicie akceptować, ani rozumieć. Szanujcie.

lęki rodzina przyjaciele

Skomentuj (95) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 430 (634)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…