Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#67026

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia Aarda o dziwnym podejściu do obiektów niby-sakralnych przypomniała mi dziwną sytuację.

W ramach wyjaśnienia i wstępu do historii: NIE mieszkam w Rzymie ani Watykanie, ani nawet w Krakowie czy też Wadowicach. Mieszkam w miejscu, przez które papież jeden raz przejeżdżał.

Jest u nas w mieście, w ścisłym centrum pomnik JPII. Jako że u nas wszystko jest na górkach, to plac na którym stoi pomnik też jest na zboczu. Projektant wyszedł z problemu maskując spadek różnymi pochylniami, stopniami i tarasami ziemnymi. Między tym wszystkim JPII na tronie.
Jako że w ścisłym centrum nie idzie uświadczyć placu zabaw, a pochylnie i stopnie zrobione są z dość śliskiego granitu, wszystkie dzieci z okolicy ćwiczą na tym jazdę na rolkach i wyczynowo na rowerze. Ewentualnie biegają w kółko dookoła tronu i ślizgają się po poręczach. Trochę się drą. JPII patrzy na to wszystko z rozczuleniem i pobłażaniem, bo przecież wszyscy wiemy, że lubił dzieci.
Z rozczuleniem i pobłażaniem patrzą na to też mamy siedzące przy pobliskiej fontannie.

Więc siedzę z koleżankami i jemy lody, a dzieci biegają, wrzeszczą itd.
Przychodzi baba. 40 stopni upału, a ona w płaszczu i o dwóch kulach, mocno przegięta do ziemi. Kładzie przed tronem bukiet, zapala świeczkę, modli się. Ogarnia wzrokiem to co się dzieje i powoli idzie w naszym kierunku. Staje 3 m przed nami i we wrzask:
- JAK WY DZIECI WYCHOWUJECIE?! ŻADNEGO SZACUNKU DO NICZEGO! TOŻ TO GRÓB PAPIEŻA, CZŁOWIEK TU LEŻY, A ONE PO NIM SKACZĄ! PO PIERSIACH MU SKACZĄ! CHAMY!
...I poszła.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 455 (539)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…