Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#68628

(PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnym sąsiedzie.
Jak wcześniej pisałam, mieszkam na wsi. Ze wszystkimi sąsiadami byliśmy na per "ciociu" lub "wujku" - prawie jak rodzina.

Miałam super sąsiada, lecz ten kilka lat temu wystawił dom na sprzedaż. Kupił go ok 60-letni miły pan - X. Mama zadowolona rozpowiadała wszystkim dookoła, jakiego to ma fajnego sąsiada. Jak to mówią "nie chwal dnia przed zachodem słońca".

Po jakimś czasie od wprowadzenia się X, zaczęły ginąć rzeczy: z początku wiaderka, potem narzędzia a nawet drewno. To ostatnie nie było może jakoś super ważne, ale drwa były owocowe, specjalnie odłożone na wędzenie mięsa. Ktoś wiedział gdzie je trzymamy, gdyż zwykłe drewno stało na widoku i nie go nie kradł.

Pewnego dnia moja mama idąc do sąsiadki zauważyła w otwartej stodole X parę naszych rzeczy. Poszła do niego i gdy spytała, dlaczego nie spytał o pożyczenie, odpowiedział tylko:
-Pożyczyłem sobie, przecież oddam.
No i oddawał - z początku.

Potem zaczęły ginąć kury, ropa z maszyn i narzędzia z garażu. Jako, że nikt go nie złapał za rękę, rodzice postanowili trzymać wszystko pod kluczem. I tak kradzieże ustały. W międzyczasie kilka razy udało nam się go nakryć, jak buszował po naszym garażu, bo "potrzebował kilku narzędzi". Jak się okazało, do sąsiadów też wchodził bez pytania.

Mamy pod garażem kran z wężem, z którego korzystamy myjąc auta. Kiedy ktoś go używa, słychać charakterystyczny szum w domu. Pewnej nocy ok godz. 3 usłyszeliśmy ów szum. Mama pobiegła pod garaż i co zobaczyła? Nasz sąsiad nalewał sobie wody do dwóch 30-litrowych NASZYCH wiader (nie miał wody i kanalizacji). Okazało się, że to nie było pierwszy raz. Jak mama kazała mu oddać te wiadra, to X zaczął krzyczeć, że jesteśmy sknerami - no cóż, wody to my za darmo nie mamy...

Do szkoły średniej z siostrami jeździłam autobusem, więc z domu wychodziłyśmy po godz. 6. Mama wstawała przed 7, więc nigdy nie zamykałyśmy domu. Raz się zdarzyło, że mama o mało nie dostała zawału. Schodzi do kuchni w samej koszuli nocnej, a tu ktoś niespodziewanie mówi jej "dzień dobry" - to był X, który jak gdyby nigdy nic siedział sobie przy naszym stole.

Mama zaprzestała mówić mu "dzień dobry", kiedy pewnego dnia powiedział do niej:
- Skoro Pani mąż jest za granicą, to ja mogę Pani drugiego syna zrobić.
Przestraszyła się nie na żarty.

Od tej pory nikt od nas nie mówi "dzień dobry". Nikt nie chce mieć z nim nic wspólnego, bo jak z kimś się zakumplował, to nagle tej osobie zaczęły ginąć rzeczy.

Niby od roku jest spokojny i nic nam nie zginęło, ale to może dlatego, że nasz dom teraz jest lepiej oświetlony niż niejedno więzienie, ogrodzenie jest w trakcie budowy, a dodatkowo mama jeszcze planuje kupić psa...

sąsiedzi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 238 (260)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…