Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#69057

(PW) ·
| Do ulubionych
Tytułem wstępu - noszę brodę. Dość długą, jakieś 10 cm poniżej linii podbródka. Ale żeby nie było - zadbana, wyczesana, ostrzyżona i takie tam. Do kompletu siwiejące, ale długie włosy - takie do łopatek - zawsze w sytuacjach oficjalnych spięte w kucyk, ewentualnie od wielkiego dzwonu zaplecione w warkocz francuski. Ot taki mój image. Do tego ciężkie buty (ale czarne i krótkie), czarne dżinsy, czarna jedwabna koszula (obowiązkowo ze stójką, bez kołnierzyka), czarna sportowa marynarka. Na to wszystko wojskowa kurtka, kontraktowa m 65. Tak lubię, tak mi jest wygodnie, w tym się dobrze czuję. Po tym przydługim (acz koniecznym) wstępie czas na opowieść właściwą.

Znajoma mojej siostry, która jest rekruterką w jednej z agencji badania rynku, szukała bardzo dokładnie określonej grupy osób: 35-50 lat, własna firma, samochód, tankuje na stacji firmy X i nie ma na tej stacji programu lojalnościowego (karty, punkty, takie tam rzeczy).

Po usłyszeniu tych wymagań, siostra zadzwoniła do mnie, czy może rzeczonej koleżance numer telefonu do mnie podać. OK, nie widzę przeszkód. Przez telefon zostałem dokładnie odpytany, umówiliśmy pasujący mi termin, żeby zajrzeć do nich na te badania.

Było to akurat w Mordorze (Warszawa, ul. Domaniewska i okolice). Ponieważ byłem tam dwie godziny wcześniej na spotkaniu z klientem, które to spotkanie okazało się krótszym niż przewidywałem - stawiłem się na badania rynku jakąś godzinę wcześniej. Usiadłem sobie na miejscu tuż pod kontuarem, za którym kobietki prowadzące badania siedziały. Dostałem jakąś ankietę do wypełnienia, potem wyciągnąłem e-książkę i spokojnie sobie podczytuję.
I teraz piekielność albo zabawność.

Słyszę zza kontuaru szepty - "Ty, ale tego to nie możemy na badania wziąć, on wygląda jak kloszard, a film idzie do klienta".
Po chwili wychodzi do mnie mocno spłoszona osoba płci pięknej i mówi mi, że dziękują, że przyjechałem, ale nie kwalifikuję się, bo moja firma nie zatrudnia więcej niż trzech pracowników. I oni w ogóle zapłacą mi za przyjazd, jeszcze dorzucą bon na coś tam, ale dziękują za moje uczestnictwo.

Pamiętajcie!
Barba non facit philosophum.

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 317 (435)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…