Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#69406

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak położyć dobrze prosperującą firmę w rozkwicie? Zatrudnić tatę prezesa.

W bardzo dobrym okresie dla rzutkich biznesmenów (lata 90-te) lawinowy przyrost zysków niektórym przewrócił w głowie. Dla przykładu polecam przeczytać historię rozwoju Art-B. Nie inaczej wydarzyło się w mojej ówczesnej firmie.

Po poprzednim dwukrotnym w ciągu dwóch lat powiększaniu siedziby przedsiębiorstwa, szefostwo zakupiło z rozmachem wielką kamienicę do remontu kapitalnego w celu zaspokojenia potrzeb lokalowych na dłuższy czas. Po przeprowadzce zajmowaliśmy może ćwierć budynku. W związku z potrzebą ogarnięcia całej miejscowej infrastruktury, powstało zapotrzebowanie na zatrudnienie nowego człowieka. Pojawił się tata prezesa. Osobistość znana postronnym jako zarozumialec, który już niejedną swoją działalność pogrążył nieprzemyślanymi decyzjami. Niefortunnie – choć w miarę zrozumiale – cieszył się pełnym zaufaniem syna, dzięki czemu otrzymał wolną rękę i wszelkie plenipotencje w celu wykonania remontu budynku.

Blady strach padł na okolicę. „Dziadek” swoimi pierwszymi wyczynami potwierdził tylko, że krocząca przed nim legenda nie była wyssana z palca. Opiszę tylko jeden z kilku większych jego wyczynów.

Etap modernizacji dachu wielkości połowy boiska piłkarskiego rozpoczął się tradycyjnie: rozesłano zapytania do firm oferujących wszystko co jest niezbędne. Na polu oferentów dachówki pozostały trzy firmy: dwie krajowe i jedna zagraniczna. Akurat byłem świadkiem jak „dziadek” uzasadniał prezesowi wybór zagranicznej (ceny przykładowe, nie pamiętam dokładnych):
- Andrzej nasi chcą za dachówkę po 200 złotych, a tamci w przeliczeniu 80, a jakość mają 200% lepszą!
Ok. Zaufanie zrobiło swoje. Oferta zaakceptowana, zamówienie wysłane.

Po kilku tygodniach wylądowały na placu setki palet z dachówkami prima sort. Robota dobrze skoordynowana, więc stopniowo wjeżdżają na dach i na bieżąco trafiają na swoje docelowe miejsce.
Jakoś tak w połowie układania dachu, przyszedł do firmy monit o brak płatności za dostawę na kolosalną kwotę. W dziale księgowości zawrzało jak w ulu. Raz prezes leciał z rozwianym włosem do księgowej, raz ona z podkasaną kiecką do niego. W końcu wezwali „dziadka” do siebie.

- Co to za koszta?
- No właśnie nie wiem. Pewnie cię chcą oszukać. Przecież nasi chcieli po 200 złotych za dachówkę, a ci tylko 80.
- Tak. Tylko nasi za metr kwadratowy, a oni za sztukę!

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 513 (531)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…