Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#70020

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia Krolewny o wątpliwym poziomie serwowanego doświadczenia artystycznego - drogą wolnego skojarzenia - przypomniała mi pewną historię.

Otóż mieszkam w mieście, które jest nieduże, ale swoją kropkę na mapie ma. Przez tę kropkę chyba od czasu do czasu znajduje się na trasie różnych zespołów. W takim przypadku miasto sięga do swoich "zasobów" i robi im koncert w jednej z trzech lokalizacji: na scenie na zamku, na scenie w kinie albo w knajpie "Piekiełko".

W Piekiełku ląduje cała muzyka, która nie jest muzyką klasyczną i recitalem śpiewanej poezji JPII.

Piekiełko jest sklepioną krzyżowo piwnicą pod urzędem miejskim, pomalowaną na żółto i różowo, z szerokim na 1.5 m filarem, podtrzymującym sklepienie 2 m od sceny. Posiada podest na 10 cm robiący za scenę, pluszową kotarę w kolorze czerwonego wina i napis "Centrum kultury i nauki Piekiełko" wycięty ze styropianu nad sceną.

Piekiełko zasłynęło kiedyś tym, że na koncercie punkowym rozstawili krzesełka pod sceną, bo im się pomyliło z wieczorem jazzowym.

Na co dzień w Piekiełku sprzedaje się frytki, pierogi i piwo, a lokalem zajmuje się najemca, ale na czas koncertu przychodzi - KHEM- miastowa ekipa koncert obsługiwać.

Ustawiają głośniki, podpinają kable, ustawiają JEDEN reflektor, który oświetla scenę i przy scenie do stopnia jasności pomieszczenia biurowego, światłem stałym i żółtym.

- Moja mama miała tu wieczorek poetycki w zeszłym tygodniu i ten sam reflektor się świecił - wyjawił mi kolega, kiedy sączyliśmy piwo, czekając na Kwasożłopy.
- Przynajmniej wynieśli krzesełka - pocieszyłam go, bo trenuje się w byciu optymistą.

Czy pamiętacie, że 2 m od sceny jest szeroki na 1.5 m filar? A wiecie, co jest na czole tego filaru, od strony sceny właśnie? Wiecie? Panel z kontrolkami jest!

Więc grają sobie Kwasożłopy, reflektor się świeci, publiczność sobie poguje, bardzo starając się nie wpadać na zespół (bramki? jakie bramki?) i nagle światło zaczyna migać. Myślę sobie: "Niemożliwe! Ktoś zaczął robić lightshow! Może własnego człowieka przywieźli i miga teraz tym jednym reflektorem do rytmu". Po czym światło zgasło. Ale nagłośnienie działa, zespół gra niewzruszenie, udając że wszytko ok, pogujący tłum i tak poguje na ślepo, żeby nie widzieć tego różowego i żółtego na ścianach, bo to psuje nastrój.

Ktoś od zaplecza się przeciska, dopada panelu z kontrolkami i światło znowu jest.

- PROSZĘ DUPAMI NIE WPADAĆ NA PRZYCISKI! - wrzeszczy do pogującego tłumu. Kwasożłopy grają. Facet sobie idzie. Światło gaśnie. Facet wraca - NIE WPADAĆ MÓWIĘ - po czym został staranowany przez wielbiciela miejskiej kultury i sam zgasił światło szlachetną częścią ciała.

Doszło do niego sedno problemu i postanowił go rozwiązać. Stanął tyłem do zespołu, oparł się ramionami o filar i siłą autorytetu swoich 100 kg bronił przełączników własnym ciałem przez cały koncert. I z całym swoim poświęceniem obronił! Reflektor nie mignął i nie ruszył się już ani razu.

To natomiast, co dzieje się po koncercie wymaga osobnego akapitu:
WSZYSTKIE normalne knajpy po to robią koncert, żeby sprzedać dużo piwa i zarobić trzy razy tyle, co przez cały tydzień.

W Piekiełku po koncercie wychodzą panie z odkurzaczami i mopem i przeganiają gości z kąta w kąt, bo trzeba ogarnąć, a koncert już się przecież skończył, no! Więc wszyscy goście się wynoszą do prywatnej knajpy obok i czają w oknie na wychodzące zespoły.

P.S. Na szczęście przed kolejnym koncertem panel z kontrolkami przenieśli.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (332)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…