Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#70562

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję przy opracowywaniu pozwoleń na budowę. Poza normalnymi dokumentacjami poprzedzającymi prace budowlane, co jakiś czas trafia się robota "dla sądu", czyli podział. W skrócie chodzi o to, że niektóre budynki mają pecha mieć więcej niż jednego właściciela. Czasami ci właściciele mają "udziały" w budynku i trzeba im proporcjonalnie do udziału podzielić lokale. Zdarza się wtedy stawiać ścianę w lokalu dzieląc pokój na pół i tworząc kiszkę na 80 cm szeroką, bo tak wychodzi z procentów i jeden właściciel drugiemu tego kawałka nie odsprzeda. Wszystko to potem przechodzi przez sąd i trafia do księgi wieczystej.

W każdym razie - była sobie kamienica w bardzo fajnym miejscu. Miejsce było tak fajne, że w czasach poprzedniego ustroju wywalili wszystkie ściany na parterze łącząc oryginalne 4 mieszkania w jeden gigantyczny lokal i zrobili tam peweks. W czasach współczesnych kamienica ma czterech właścicieli, z czego trzech się dogaduje, a czwartego przegłosowują na spotkaniach wspólnoty. Kamienica ma też dwie klatki schodowe, więc powstał pomysł, żeby ją podzielić na dwa budynki. Znaczy się prawnie. Kamienica już wcześniej była podzielona fizycznie i czwarty właściciel miał wszystkie mieszkania przy jednej klatce schodowej. Generalnie da się to zrobić, pod warunkiem że będzie ściana ogniowa przez wszystkie kondygnacje między tymi budynkami.I teoretycznie była.

Przynieśli mi dokumentację sprzed 15. lat z czasów kiedy dzielili na lokale.
- To biegły sądowy robił. Starczy przerysować, przepisać powierzchnie i do sądu. Nie będziemy się z Piekielnym męczyć, separatysta jeden - tak brzmiało moje zlecenie.

Dokumentacja była zrobiona na tzw. inwentaryzacji uproszczonej, czyli były ściany, powierzchnie pomieszczeń, po jednym wymiarze na pomieszczenie, oraz tabelka z sumą pomieszczeń składających się na lokal.
Na początku pomyślałam, że zeskanuje, obrysuje i będzie. Ale nie było, bo okazało się, że w tej skali w jednym pomieszczeniu (na dokumentacji znaczy się) 100 cm to 5 mm, a w drugim 15 mm, a w trzecim 8.
Przeleciałam ze skalówką po całej dokumentacji i wyszło, ze co drugi wymiar się zgadza. No cóż.
Kiedyś robiłam elewacje i dach na tym budynku, więc wiedziałam, jaki jest szeroki i długi na całości. Więc dzięki tej szerokości jeden pewny wymiar miałam. Teoretycznie, jeśli masz powierzchnie pomieszczenia- czyli pole prostokąta- i jeden z wymiarów, to drugi powinien wyjść przy pomocy niesłychanie skomplikowanego działania zwanego dzieleniem.
Tylko że ja na dokumentacji miałam prostokąt stojący, z obliczeń wychodził leżący, a z elewacji, która robiłam sama wychodził kwadrat.

Postanowiłam się tym nie wku...rzać i zająć prostszą częścią dokumentacji, czyli opisem. Wzięłam kalkulator i zaczęłam sumować pomieszczenia składające się na lokale. Na 12 lokali zgadzał się jeden, bo składał się z jednego pomieszczenia. na wszystkich pozostałych lokale były większe niż suma pomieszczeń.
To był ten etap, w którym wzięłam telefon i dzwonię do wspólnoty z kultowym "nie da się" na ustach.
Siedzę na przeciwko niech i mówię im: Piekielny płaci podatek od lokalu użytkowego, który wg. sumy pomieszczeń jest 15 m kw. mniejszy. Niebiański jest stratny 27 metrów na trzech lokalach. Itd. patrząc na dokumentację, to po zsumowaniu lokalów kamienica powinna być o 35 mkw większa niż jest z powierzchni zabudowy - i to bez liczenia części wspólnych.
Najpierw zrobili się bladzi, potem czerwoni, potem znowu bladzi.

- Ale to biegły sądowy robił.
- 6 lat robił!
- Inwentaryzacja jest nierzetelna, na tej podstawie nie zrobi się dokumentacji.
- Ale pani TTT - zaczął Piekielny, separatysta - my tu jesteśmy dogadani. Nikt ścian nie będzie przesuwał. Każdy wie co jest jego. Niech pani to przerysuje na żywca i po prostu podzieli budynek na dwa adresy.
- Ale się nie da. Ściana ogniowa nie ma ciągłości.
- Jak nie ma, jak myśmy w lokalu na parterze (tym po peweksie, jednoprzestrzennym) postawiliśmy ogniową z pustaków.
- Ale ona nie jest po ta ogniową na piętrze i wyższych kondygnacjach.
- Jak nie jak tak - więc poszliśmy, zmierzyliśmy i im udowodniłam, że stoi 1.5 m dalej. Na lewej dokumentacji jest dobrze, ale w naturze nie.

Podsumowując: biegły sądowy 6 lat prowadził sprawę, zrobił nierzetelną inwentaryzację, na podstawie której oni teraz płacą gigantyczne podatki, za metry których nie mają. Najemcy płacą czynsze za lokale, które są w naturze mniejsze i to się w każdym momencie może wydać, np. przy wymianie podłogi. Budynku podzielić nie mogą, bo postawili ścianę na parterze w miejscu totalnie abstrakcyjnym, co jest o tyle śmieszne, że widać, gdzie ona oryginalnie była (jest podciąg pod sufitem). Biegły kasę wziął, w księgę wieczystą poszły same głupoty, a właściciele zostali jak cztery nienawidzące się kiepy.
A dach cieknie, kamienica niszczeje i nikt nie będzie niczego przy niej robił, bo wspólne. Ściany na parterze nikt nie przestawi, bo Piekielny będzie miał wtedy lokal mniejszy o 12 metrów.

A ja inwertorom muszę tłumaczyć, dlaczego moją mi zapłacić za dwa dni pracy, choć oni nic z tego nie mają, poza wiedzą jak bardzo ich oszukano.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 351 (361)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…