Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#70637

~supersilacz91 ·
| Do ulubionych
Jestem młodym człowiekiem, pasjonatem siłowni. Miałem tyle szczęścia, iż udało mi się dostać pracę w sklepie z suplementami - naprawdę dobrze wyposażony, zarobki też ok.

Wiadomo, są różni klienci. Tak ok. 80% zna się na rzeczy, ćwiczy i wie, jakie suplementy stosować i nie potrzebuje specjalnych porad.

No ale pozostaje tych 20%. Ci to mówią różne rzeczy. Przeważnie że suplementy to sterydy i czy przypadkiem nie szkodzą. Mniejsza o to, bo chciałem pochwalić się, jaki trafił mi się ostatnio klient.

Przychodzi klient i pokazuje kreatynę, taką z tańszych w pigułkach. Pigułki te są naprawdę duże i jak ktoś bierze pierwszy raz, to może mieć trudności z przełknięciem.

Tak średnio powiedzmy, że powinno się brać 4 w dni nietreningowe, a 8 w treningowe. Mówi, że mu ktoś dał kreatynę, bo sobie chodzi na siłownię już od miesiąca. Bo niedawno był chory, po wypadku i musiał długo leżeć w łóżku albo przesiadywać w domu. I że czuje się, jakby mu mięśnie zjadło, że chce mieć jakąś tam sprawność.

Dialog - fragment (mniej więcej tak to wyglądało):
Klient: Dostałem taką kreatynę od sąsiada, a on mi przekazał od swojego syna, bo ten wyjechał za granicę. A nie było tam ulotki ani nic i chciałem się zapytać, czemu od tego tyłek mnie boli, czy tak musi być?
Ja: Jakaś biegunka czy boli brzuch? Wie pan, rzadko, ale jednak niektórzy ludzie mogą tak zareagować.
Klient: Nie no, jak sobie te czopki w tyłek wkładam to jest ok, tylko potem tak trochę boli i chyba nawet się nie rozpuszczają.

Oczy to miałem chyba jak 5-złotówki. Wyjaśniłem, że to są takie duże tabletki, a nie czopki.

Gościu w ciągu 10 sekund spalił cegłę na twarzy i wyszedł bez słowa, zostawiając swoje tabletki...

sklep

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (225)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…