Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#70787

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja ciotka - w czasie spotkania rodzinnego z okazji przejścia na emeryturę - uraczyła nas historią.

We wczesnych latach '00 pracowała w pobliskim muzeum, jako pracownik merytoryczny. Muzeum było godnym, olbrzymim gmachem po starym pałacu, w którym (co ważne) umieszczono szatnię na parterze pod gabinetem dyrektora.
W szatni, o dziwo, nie siedział szatniarz tylko ochroniarz, bo na szatniarza nie było etatu.

Siedział więc pewnego ranka i się nudził, a tu nagle wchodzi mu grupka dzieci pchająca zabawkowy wózek dziecięcy. Jako, że było to szacowne muzeum starego typu, to zwykle nie pojawiały się tam dzieci poniżej dawnego liceum, a już na pewno nie latające luzem tylko skumulowane w jakaś wycieczkę.
A te konkretne dzieci były w okolicach piątego roku życia.

Szanowny Pan ochroniarz zapytał się więc tonem ojcowskim co tu robią i po co przyszły.
- Znaleźliśmy skarb i przyszliśmy po nagrodę - usłyszał w odpowiedzi.
- A cóż to za skarb? - ciągnął dalej rozczulając się w duchu nad uczciwością młodego pokolenia. To był ten moment, kiedy przed zbitą grupę dzieci wyjechał zabawkowy wózek, a kołderka została podniesiona ukazując zawartość.
Niewybuch.

Ochroniarza odrzuciło na trzy metry pod przeciwległą ścianę. Przed oczami zobaczył kilometry stylowych kocich łbów, otaczających centrum, które zabawkowy wózek musiał pokonać na swych małych kółkach.
Natychmiast zgarnął całe towarzystwo, zamknął szatnię i na miękkich nogach poszedł do dyrektora.
- Trzeba zarządzić ewakuację i wezwać saperów - wydukał. Dyrektor popatrzył na niego z nikłym zainteresowaniem, bo był stoikiem, a z zawodu filozofem.

Dowiedziawszy się o problemie postanowił sprawę zbadać, zszedł do szatni, stanął nad wózkiem i zaczął obserwować niewybuch. Drzwi do szatni obserwowała sekretarka spod przeciwległej ściany. Ochroniarz biegał po budynku od pokoju do pokoju, sugerując, żeby wszyscy natychmiast udali się na przerwę na kawę na parking.
- Ten niewybuch jest nieaktywny - ogłosił dyrektor, bo wiadomo, że na filozofii uczą rozpoznawać niewybuchy - Proszę zawołać do mnie kierownika militariów, niech to weźmie w ewidencje. A wszyscy niech wrócą na swoje stanowiska pracy - i wrócił do biura.

W tym czasie ochroniarz zdążył zamknąć budynek, zadzwonić po saperów i oddać dzieci pod kuratele patrolu policji.
Kiedy saperzy przyjechali trzy godziny później, okazało się, że wszyscy pracownicy są w budynku, a w gabinecie dyrektora trwa rada nad planowaną wystawą malarstwa. Gabinet był nad szatnią.

Na poligonie niewybuch zdetonowano. Bohaterskie dzieci zaprowadziły saperów do obsuniętego zbocza z całym mnóstwem innych niewybuchów. Dyrektora nikt nie pociągnął do odpowiedzialności.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 766 (782)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…