Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Moja była pochodziła z rodziny świadków Jehowy. Kiedyś nawet sama była w to wkręcona, ale wyjechała na studia, zobaczyła świat, nie było nikogo, żeby ją pilnować, czy chodzi trzy razy w tygodniu na sesje prania mózgu i się od religii oddaliła.

Rodzina nie mogła tego przeboleć. Kiedy do nas przyjeżdżali. były oczywiście gadki umoralniające, które po byłej spływały, natomiast ja bardzo chętnie wdawałem się w dyskusję. Bo tak już mam, jak Szwejk, że bardzo lubię, jak tak ludzie bałwanieją do kwadratu. A świadka Jehowy wystarczy "nadziać" na jakąś sprzeczność w jego rozumowaniu i tak fajnie się wtedy zaczyna gotować, bo widzi na własne oczy, że nie ma racji, ale ma tak wdrukowane, że nie wolno mu samodzielnie myśleć, że para mu zaczyna iść uszami, a na czole wyświetla się DOES NOT COMPUTE albo SYNTAX ERROR...

No, ale nie o tym miało być. Relacje jakieś tam sobie były, myśmy ich odwiedzali (choć tolerowani chyba byliśmy dlatego, że nie śmieli odmówić dziewczynie kontaktów z matką, to jednak traktowani byliśmy uprzejmie i życzliwie, szczególnie ja jako człowiek z boku). Kiedy do nas przyjeżdżali (na czym lubej bardzo zależało, bo walczyła o to, żeby utrzymać z rodziną dobre relacje), przyjeżdżali jak do hotelu. Wszystko miało być zrobione i podane, nigdy groszem się nie dołożyli czy jednego kubka nie umyli. Potrafili także przyjechać do nas, a potem wracać tylko na noclegi, szlajając się cały dzień z lokalnymi ŚJ po mieszkaniach...

Ale w końcu rodzina wzięła się zebrała do kupy i kazała się lubej zdeklarować: albo jest świadkiem Jehowy, albo nie.

Luba wtedy zdeklarowała się, że nie, i przeprowadziła Jehowicki odpowiednik apostazji. Tak się złożyło, że wkrótce w rodzinie było jakieś wesele... Zostaliśmy zaproszeni. Warunki były postawione jasno: na samą ceremonię możemy przyjść, potem ja mogę iść na wesele jak chcę, ale luba nie może, bo oni z apostatami przy jednym stole bawić się nie będą. Ale bardzo dobrze, bo będzie pilnować matki, która cierpiała na jakąś tam odmianę demencji. Więc wszystko super się składa, bezbożnica zajmie się mamą,, to się zaoszczędzi na pielęgniarce... Prezent oczywiście mamy przywieźć, tu jest lista...

Nie pojechaliśmy.

A jaka jest piekielność? Mieszkamy w atrakcyjnym turystycznie miejscu. Im, nawet po akcie apostazji, nie przeszkadzało nic w tym, żeby przyjeżdżać do nas na wakacje i jakoś jak my stawialiśmy żarcie na stół, to także nikomu nie przeszkadzało siedzenie z apostatami przy jednym stole....

No ale to jeszcze nie wszystko. Po tym, jak się rozstaliśmy, bo była wymieniła mnie na "lepszy model", model okazał się wadliwy i wylądowała w dość popularnej w swoim czasie na piekielnych roli kobiety w ciąży, a potem młodej matki, zdominowanej przez agresywnego, bijącego ją faceta.

Jak było naprawdę źle, to dzwoniła do mnie po pomoc, a ja, jeśli było trzeba, pomagałem. Na niewiele się to jednak zdawało, bo, jak to często w takich sytuacjach bywa, wracała do tego kolesia jak bumerang i za kilka tygodni cała jazda zaczynała się od nowa.

Kiedy zaczęło być naprawdę ostro, postanowiłem zadzwonić do jej siostry i po prostu przekonać ją, żeby przyjechały po dziewczynę i wzięły ją z niemowlakiem do kraju, zanim kochany tatuś wybije jej wszystkie zęby.

Zostałem wysłuchany, usłyszałem, że to bardzo miłe, że się troszczę, i że zawsze wiedzieli, że jestem wporzo, ale niestety nie mogą mi pomóc. Myślałem, że się przesłyszałem, więc poprosiłem o uściślenie. Tak. Dla nich to była sprawa moja, czyli tego kolesia, który się kiedyś przewinął przez ich rodzinę i którego lubią, bo jest wporzo, a który ma jakieś problemy i prosi ich o pomoc. W ogóle nie było tematu pomagania własnej rodzonej siostrze. Ona się wyrzekła religii, a że nie nadawała się już na wakacyjną miejscówkę, klepiąc biedę w socjalnym mieszkaniu z niemowlęciem i agresywnym narkomanem, przestała już być w kręgu ich zainteresowania. Nie mogłem w to uwierzyć i zadzwoniłem do drugiej siostry, potem do jednej z siostrzenic - analogiczna odpowiedź.

W końcu udało mi się załatwić dziewczynie wsparcie w postaci chłopaka, z którym była jeszcze przed tym, zanim myśmy zaczęli być razem, a który jej nie widział od lat. Ten praktycznie obcy już dla niej człowiek był w stanie rzucić wszystko i przyjechać pomóc dawnej sympatii, a rodzone siostry nie były niczym zainteresowane.

Ponieważ dziewczyna z samobójczym uporem wciąż wracała do tego agresywnego kolesia, nawet pomimo wystawienia mu przez sąd zakazu zbliżania się do niej, podobnie jak ów drugi były postanowiłem dać sobie spokój z pomaganiem, zapewniwszy ją, że jak kiedyś zmądrzeje, to wie gdzie mnie znaleźć. Kontaktu nie utrzymujemy, więc nie wiem, jak się w końcu ułożyły stosunki z jej rodziną. Ale to, co widziałem przez te parę lat nauczyło mnie więcej o chrześcijańskiej miłości świadków Jehowy niż czterdzieści roczników Strażnicy i Przebudźcie Się razem wziętych...

świadkowie jehowy

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 372 (406)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…