Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#71045

(PW) ·
| Do ulubionych
Przez rok wynajmowaliśmy z mężem i szwagrem dom. Umowę co prawda mieliśmy na papierze, ale wiadomo jak to jest "po znajomości" i "no my nie będziemy tego nigdzie zgłaszać bo to koszty". Można więc przyjąć, że umowa spisana była, ale żadna ze stron nigdy jej nie podpisała.

Po wyprowadzce, która była dość spontaniczną decyzją - ot, trafiła się okazja - ustaliliśmy z właścicielami, że rozliczymy się za rachunki w następujący sposób:
- zostawiamy w piwnicy tonę opału (ok. 400zł)
- gdy przyjdą rachunki, to właściciele się z nami skontaktują żebyśmy zapłacili im "resztę" czyli to co ewentualnie wyszło ponad koszty opału.

Po wyprowadzce relacje z wynajmującymi się pogorszyły. Nie pozwolili nam odebrać zaległej korespondencji, zaczęły się dziwne plotki, że zostawiliśmy dom w opłakanym stanie (wyremontowaliśmy 2 pokoje, które średnio nadawały się do użytku - pozrywana tapeta, uszkodzona wykładzina). Ostatecznie, po kilku próbach odzyskania listów właścicielka stwierdziła, że nie możemy jej udowodnić, że tam mieszkaliśmy, bo nie mamy nawet umowy i mamy przestać ją nachodzić.

No niezbyt miło z ich strony, ale co mi tam. Stwierdziliśmy, że sprawa zamknięta i skupiliśmy się na urządzaniu nowego mieszkania.

Pod koniec stycznia dzwoni telefon, jakaś baba drze się do mnie, że mam jej oddać pieniądze za rachunki (350zł). Dopiero po chwili zastanowienia dotarło do mnie, że to właścicielka naszego byłego lokum. Przypomniałam jej o tym jak umawialiśmy się z rozliczeniem i dodałam, że tak właściwie to ona "wisi" mi jeszcze 50zł. Baba w krzyk, że ona się z nikim na nic nie umawiała i jesteśmy złodziejami.

Moja odpowiedź może nie była zbyt miła, aczkolwiek powtórzyłam jej wcześniejsze słowa:
- Ależ proszę pani, my podobno tam nigdy nie mieszkaliśmy!

Do tej pory cisza...

w-wa

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 499 (505)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…