Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#71273

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu dostałem od kierownika polecenie zrobienia wyprzedaży płytek. Kazał mi to zrobić na zasadzie "napisz przy cenie, że -50%, dziewczyny na kasie zmienią i będzie OK". Spoko, kieras każe, ja wykonuję.

Dwa tygodnie później.
Podchodzi do mnie koleżanka z linii kas i mówi, że mam się stawić u prezesów. Wchodzę do gabinetu i słyszę "pan usiądzie". Kiedy u nas pada to hasło, to już wiadomo, że jest ku**a źle. Usiadłem i zaczynam się przysłuchiwać temu, co mają mi do powiedzenia. Czego się dowiedziałem?

1. Narażam sklep na straty.
2. Przez moją "nieautoryzowaną działalność" marża na sklepie poleciała na łeb, na szyję.
3. Jako "nagrodę" dla mnie przewidziano naganę z wpisem do akt.

Moje tłumaczenie, że zrobiłem to, co kazał i jak kazał mi kierownik, nic nie dało. Dlaczego? Bo "czy kierownik konsultował to z kimś z góry?". Cholera... To mam kwestionować polecenia, które dostaję? Jak mi kieras każe coś zrobić, to mam wyjechać z tekstem "OK, ale czy starzy o tym wiedzą? Masz ich zgodę?". No chyba nie tak to działa, prawda?

Zawsze jak kierownika nie było i szło się z czymś istotnym do prezesostwa, to odsyłali nas argumentując, że istnieje droga służbowa i jak coś chcemy, to mamy to przez kierownika załatwić.

Jestem teraz w kropce, bo sam nie wiem co z tym zrobić... Ktoś mi radził sąd pracy (nagana = brak premii przez rok), tylko czy warto? Nawet jeśli bym wygrał, to co? Nie będę miał życia w pracy...


PS Wyprzedaż nie powinna być robiona tak, jak mi kazano (teraz to wiem), tylko założona komputerowo z uwzględnieniem zdjęcia towaru ze stanu i sprzedaży na specjalnie wygenerowanym kodzie z niższą ceną.

Praca

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 228 (240)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…