Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#73258

(PW) ·
| Do ulubionych
Byłam w kościele. Ważna okazja, więc na chwilę stałam się przykładną katoliczką, by sprawić siostrzenicy radość.

Pierwsza Komunia Święta to wyjątkowy dzień, z wyjątkową oprawą i wyjątkowym ściskiem w (małym) kościele.

Z powodu tego niemiłosiernego ścisku, stanęłam na dworze, pod głośniczkiem, co by nie pominąć żadnego słowa kapłana, ani wyuczonej kwestii siostrzenicy.

Stoję, słucham i słyszę coraz mniej. Nie, z głośnikiem wszystko w porządku. Tylko puszczone samopas dzieciaki przykładnych katolików stwierdziły, że kościół to plac zabaw. Bieganie, skakanie, wspinanie się na groby(!), zabawa na całego, a rodzice... pochłonięci rozmową. Na Mszy Świętej.

Kulminacja mego, szóstego z kolei grzechu głównego, nastąpiła gdy na oko czteroletni gówniarz zaczął grać na trawie. A, wierzcie mi, natężenie głośności koncertu było odwrotnie proporcjonalne do umiejętności grajka. Cóż miałam zrobić, podeszłam, opieprzyłam, nastąpił spokój. Reakcja rodziców w trakcie reprymendy? Spojrzeli na dzieciaka, uśmiechnęli się i pomachali. Przynajmniej mnie nie zjechali, tyle dobrego.

I kiedy już myślałam, że nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć, bocznymi drzwiami kościoła wyszła mamusia z około trzyletnią córeczką, po czym ściągnęła jej majteczki i... na szczęście tylko jedyneczka. Ale nie gdzieś za rogiem, za drzewem, o niee. To był happening pt. zobaczcie jakie moja córeczka ma piękne podwozie. Każdy w promieniu 20 metrów mógł podziwiać. Kobiety, dzieci, mężczyźni.

Walnęłabym jakieś podsumowanie, głębokie przemyślenie, ale kurde, nic a nic nie przychodzi mi do głowy. Może Wy spróbujcie...

Msza Święta

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (303)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…