Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#73314

(PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja http://piekielni.pl/72577#comments
Z perspektywy czasu już widzę, że prędzej, czy później musiało do tego dojść.

Mruczek zniknął.

Ot tak, po prostu przestał do nas przychodzić. Za pierwszym razem nie było go dwie noce. Pierwsza myśl: "nie ma się czym martwić, przecież to kot, Mucha (moja kotka) też nie raz wykręciła taki numer". Jednak mimo pokrzepiających myśli, ziarno niepokoju zostało zasiane.

Wrócił trzeciego dnia. Głodny niemiłosiernie, jak to on. Tak skakał, że wpadł do miski z wodą. Jeść dostał, wszystko wróciło do normy.

Ale tydzień później znowu zniknął. Jedna noc, dwie, trzy... No nie ma. Po czwartej nocy stwierdziłam, że czas zacząć poszukiwania i to pilnie, bo stanowczo coś jest nie tak. Poszłam do sąsiadki, zwanej u nas potocznie wiejską Rozgłośnią. No i się dowiedziałam...

Patologiczni stwierdzili, że kot się nie będzie po sąsiadach szlajać, tylko ma siedzieć w stodole i myszy łapać (nie mam pojęcia jak go złapali). Od córki Rozgłośni, która kumpluje się z córką Patologicznych, usłyszałam cytat "póki myszy nie wyłapie, żreć nie dostanie". No i siedział sobie Mruczek bez jadła, wody, ni światła słonecznego (!) w tej przeklętej stodole. Raz musiał się wymknąć. Za drugim razem musieli zamknąć go szczelniej.

Co robić... No trzeba coś zrobić. Ale co? Pchać się w to gniazdo os i dać sobie obić twarz za kota? I jeszcze wrócić z niczym? No ale coś kurtka zrobić trzeba! Przecież on nie może tam tak siedzieć, w końcu go zagłodzą!

Poczekałam jeszcze jedną noc, wychodząc z założenia, że wymyślę coś konstruktywnego, lub skubaniec znów ucieknie.

Nie uciekł, ale za to ja wymyśliłam.

Zakupiłam odpowiedni sprzęt, zapakowałam do plecaka i uzbrojona w bardzo ciężki oręż, poszłam z odsieczą.
Przywitali mnie ironicznym, wrednym śmiechem.
- A cóż sąsiadkę do nas sprowadza, hue, hue, hue?
- Chcę waszego kota.
(śmiech)
- No ale my się nie chcemy z nim rozstać...
- Co chcecie w zamian?
- ???
- No nie przyszłam wam go ukraść, chcę go odkupić...
- 500 zł!
- Chyba se jaja robicie, to wasze futro ni hu hu rasowe, a se liczycie, jak za persa.
- Nie chcesz, nie bierz.
- Za ile go kupiliście?
- Za darmo wzielim, bo kuzynce się kotka okociła.
- To sobie weźcie następnego za darmo, wiosna jest, niedługo sezon na kocięta, a za tego ja wam zapłacę. Pomyślcie, interes na tym zrobicie. Kto by chciał wam zapłacić za takiego pchlarza, co się w dodatku tylko po sąsiadach szlaja? Przecież to pierdoła nie kot, tylko do obcej miski leci, reszta waszych kotów do nas nie przyłazi.

Tutaj coś trybiki ruszyły, popatrzyli na siebie znacząco. Zaczęło mnie wkurzać to ich granie na zwłokę, ich kilku, ja jedna, adrenalina wysoka, chcę się jak najszybciej stamtąd ewakuować.

Zdjęłam plecak i wyjęłam przygotowanego asa...
- Proponuję 0,7 Finlandii i trochę słodyczy dla dzieci (Toffifee i dużą paczkę żelków Haribo)
Oczy im się zaświeciły na widok wódki.
- Bierzecie czy nie?
- No tak właściwie, to Adrian jest właścicielem...
- Jest w domu?
- No jest, ale gra...
- Zawołajcie go.

Jeszcze jeden do użerania się. Super. No nic, zawołali, przyszedł.
- Adi, sąsiadka przyniosła fanty na wymianę...
Popatrzył na towar, banan na ryj wstąpił.
- Ale za co to?
- Za twojego kota.
- Dobra, bierz go pani.
Po czym poszli komisyjnie wyjąć Mruczka ze stodoły i został mi on oficjalnie wręczony.

Kurde, wiecie co, od czasu kiedy dostali ode mnie wódkę, nawet mi zaczęli mówić „dzień dobry”. Z wyjątkiem Czarusia, który, och jak fajnie, po prostu się do mnie nie odzywa.

I co by o nich nie mówić, honor mają, kot nie znika.

Teraz wyjaśnię Wam jedną kwestię. Wiem, że ten ich nowy, mały kotek będzie miał przechlapane. Myślałam o tym. Ale wychodzę z założenia, że całego świata nie zbawię, za to jestem odpowiedzialna za to, co oswoiłam. Oswoiłam Mruczka. I Mruczek ma być przy mnie szczęśliwy.

Miło jest znowu widzieć go codziennie na progu domu, drącego japę, że głodny :)

Kotek

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 325 (381)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…