Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#73485

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem półsierotą. Mój ojciec zmarł, gdy miałam 6 lat. Czuję się jednak jakbym nie miała również matki. Czemu?

Odkąd skończyłam lat 7, przez nasz dom przewinęła się niezliczona ilość mężczyzn. Żaden z nich nie miał stałej pracy. Wszyscy byli od mojej matki młodsi. Rekordzista był młodszy od mojego brata - nie pracował wcale.
Od ukończenia 14 roku życia i znalezieniu pierwszej dorywczej pracy, ciągle słyszałam wyrzuty, gdy prosiłam o pieniądze na podręczniki czy ciuchy... z łaską dostawałam pieniądze na jedzenie - tylko dlatego, że lodówka zawsze świeciła pustkami.

Gdy dostałam 10 zł, kupowałam bilety do i z szkoły (musiałam dojechać) no i wyżywienie na cały dzień... dla porównania Gachy miały zagwarantowane jedzenie, papierosy i alkohol, a matka codziennie do pracy dojeżdżała taksówką - bo tak.

Zanim zaczęłam zarabiać, nosiłam ciuchy po przyszywanych kuzynach czyli dzieciach koleżanek matki. Samych chłopcach. Nie wspomnę, ile razy płakałam w kącie, bo dzieci wyśmiewały mnie. O ile w przedszkolu majtki w roboty nie dyskwalifikowały mnie towarzysko, o tyle w podstawówce i gimnazjum chłopięce ciuchy rujnowały moje poczucie własnej wartości. Matka balowała beztrosko.

Gdy skończyłam lat 16, imprezy zaczęły się na całego. Mieszkanie zaczęło przypominać melinę, wszystkie żule z osiedla przychodziły napić się w nim i zostawić syf... Zaczęłam wpadać w depresję, nie widziałam sposobu wyrwania się z tej patologii. Zdałam maturę bardzo dobrze - mimo, że pracowałam już prawie na etat. Zapisałam się na studia. Wytrzymałam rok.

Balanga non-stop w domu wykończyła mnie psychicznie i fizycznie, byłam znerwicowana, niewyspana, włosy wychodziły mi garściami. Jakiekolwiek próby rozmowy z matką kończyły się tak samo - mam swój pokój, więc nic mi do tego, co dzieje się w reszcie domu. Załatwiłam w urzędzie, że moja renta rodzinna po ojcu będzie trafiała bezpośrednio do mnie. Skończyło się kłótnią, bo nagle nie było z czego opłacić wziętych na balowanie kredytów. Nie było mi przykro.

Niedługo później przerwałam studia, bo znalazłam pracę na etat. Usłyszałam, że jestem głąbem i się mnie wstydzi. Kobieta po zawodówce. Alkoholiczka. Przeorana przez ilość facetów większą, niż mam palców u rąk. Przepłakałam swoje i wyprowadziłam się. Nasłuchałam się znowu, aż zerwałam kontakt zupełnie.

Swojej matce zawdzięczam:
- przepicie dwóch par złotych kolczyków, trzech złotych pierścionków, niezliczonej ilości pieniędzy z chrztu, komunii, urodzin.
- skrzywioną psychikę i jedną próbę samobójczą.
- brak czegokolwiek swojego, nic na start życiowy.
- przepicie mieszkania po ojcu.
- brak wykształcenia.
Po 4 latach zadzwoniła do mnie. Zapytać, czy wymeldowałam się z mieszkania, bo sprzedaje.
Dzięki, mamusiu.

P.S. Nie zmuszę nikogo, żeby mi uwierzył, ale utrzymywanie, że w takich warunkach zdanie matury i dobre wyniki w nauce jest niemożliwe, to zwykłe umysłowe ograniczenie. Fakt - prawie nigdy nie odrabiałam lekcji, bo szkoda mi było czasu. Za to mam świetną pamięć, która sprawiała, że wszystko zapamiętywałam na zajęciach. Fakt drugi - w wolne popołudnia wolałam pochłaniać książki, one zresztą pozwalały mi jakoś wytrwać, gdy było mi najciężej. I znam ludzi, którzy mimo warunków w domu matury nie zdali, i jest to kolejny fakt, który jest być może zbyt trudny do ogarnięcia dla niektórych. Trudno, węszcie sobie swoje "smrody" dalej.

Nie jestem i nie byłam jakąś "Malinową", ani "Truskawkową", ani "Jagodową". Pozdrawiam sceptyków.

rodzina

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 230 (314)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…