Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany
W moim mieście czuć wakacje.

I to dosłownie.

Od kilku dni zza mojego okna roztacza się woń palonej marihuany. Nawet wiem kto, chłopak trzy piętra pode mną, skończył pierwszą klasę liceum, jego rodzice w tym czasie pracują.

Wczoraj idąc ulicą minąłem grupkę trzech, prawdopodobnie, gimnazjalistów. Palili coś, co samo w sobie jest piekielne (a przynajmniej powinno być), dwa metry za nimi poczułem charakterystyczny zapach palonej trawy. Kolejna grupka, siedząca na ławce, tym razem trochę starsi - dokładnie ten sam zapach.

Ogólnie dość spory odsetek gimnazjalistów i licealistów w moim mieście jest dzień w dzień 'zjaranych'.

Kilka osób z mojej, byłej już, klasy, czyli ludzie, którzy w maju pisali maturę, poszło do pracy. Oficjalnie chcą zarobić na studia, żeby móc sobie kupić laptopa czy inne takie, w rzeczywistości otwarcie mówią, że to na zakup marihuany i alkoholu na wrześniowe imprezy ze znajomymi, którzy wrócili z wakacji lub skończyli pracować. Tak żeby pożegnalnie zapalić i się napić.

Tymczasem mniej więcej raz w tygodniu, w lokalnych mediach pojawia się informacja o zatrzymaniu przez policję kolejnego dilera, kolejną linię produkcyjną metamfetaminy czy przejęciu jakiejś tam porcji narkotyków. A że po ulicach chodzi pełno aktywnie dymiących ludzi, to zbyt trudne. Chociaż gdyby mieli wyłapać ich wszystkich, zabrakłoby miejsca w areszcie i pobliskim więzieniu i poprawczaku.

Chyba po prostu krzaki wybitnie dobrze obrodziły w tej mojej mieścinie. Szkoda tylko, że tak młode osoby chcą to 'utylizować'.

moje miasto takie dymiące

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -13 (27)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…