Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#74871

(PW) ·
| Do ulubionych
Trafiło się zlecenie na trzy obiekty hurtem w tej samej okolicy. Dzwonię do osób zajmujących się obiektami, umawiam się i jadę.

Umówiłam się w wszystkimi trzema, żeby zrobić pierwszy obmiar. I tak będę jeździć kilka razy, ale pierwszy obmiar należy zrobić tak dokładnie jak się da, a potem jeździ się już tylko domierzać i rozwiązywać wątpliwości, odpowiadać na pytania branżystów etc.

Więc jadę do pierwszego księ... osoby, której mam zrobić dach i konserwację murów. Wcześniej mówiłam o której będę, ile mi to zajmie, pytałam: czy jest dostęp swobodny, światło na miejscu, czy drabina będzie czy mam przywieźć - wszystko będzie, nie ma problemu.

Przyjeżdżam, parkuję pod obiektem, wysiadam z auta i widzę na horyzoncie oddalające się plecy osoby zajmującej się obiektem.
Dogoniłam, witam się i pytam czy idziemy na budynek.
- Pani sama pójdzie, tam wszystko otwarte - trochę mnie to zdziwiło, zazwyczaj takie osoby zajmujące się obiektem lubią sobie pogadać, przedstawić listę życzeń i aspiracji a tu nic.
Zauważył, że się zdziwiłam.
- Bo ja się umówiłem ze strażakami w sąsiedniej wsi. Pani mówiła, że nie potrzebuje asysty - no nie potrzebuję. Ale ze mną też się umówił, nie? Spytałam się czy budynek otwarty, a wszystko przygotowane.
No przygotowane.

Idę na obiekt a tam: nie ma drabiny, ja nie wiem gdzie właz na dach, włączniki światła nie działają. Właz znalazłam, ale wisi na nim kłódka.
Dzwonię do osoby zajmującej się obiektem. Mówię, że jest problem.
- No, ja Pani teraz nic nie zrobię, bo zajęty jestem. Obiekt jest otarty - i trach słuchawką. No drzwi są otwarte. Poza tym nic więcej. Znalazłam bezpieczniki i je włączyłam, pojawia się światło, mierzę.
Po 20 MINUTACH słyszę jakieś odgłosy podejrzanie przypominające dzwonienie kluczami.

Lecę na łeb na szyję, żeby mnie nie zamknęli.
W drzwiach jakaś baba okręca właśnie klamkę łańcuchem. Od zewnątrz.
-O, Pani tu jest. Proszę wyjść, bo zamykam.
-ALE JA JESZCZE NIE SKOŃCZYŁAM.
-Ale jak to? Ja muszę matkę ze szpitala odebrać.
-To ja zostawię obiekt otwarty, albo proszę dać mi kluczę, to sama zamknę i zostawię klucze gdzie potrzeba.
-Tak nie można, ja jestem osoba zaufana, a Pani to nie wiem.
-ALE JA NIE SKOŃCZYŁAM.
-JA MUSZĘ MATKĘ PO CHEMIOTERAPII ZE SZPITALA ODEBRAĆ, A PANI MI JESZCZE PROBLEMY ROBI- dzwonimy do osoby zajmującej się obiektem. Nie odbiera - skubaniec.
-PROSZĘ WYJŚĆ BO PÓJDĘ PO KOŚCIELNEGO!

No to wyszłam.
Zła jak osa dzwonię do kolejnej osoby zajmującej się drugim obiektem, który mam mierzyć i mówię, że będę wcześniej.
Nie ma problemu.
Na miejscu drabina jest, 3 przedłużacze po 50 metrów i osoba zajmująca się obiektem, z pytaniem, jak ja ten remont widzę, bo on musi społeczność na to przygotować.
Jakoś robienie tej drugiej dokumentacji sprawniej mi idzie.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 296 (310)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…