Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Teraz to chyba ja jestem piekielny.

Dorabiam sobie jako kierowca w małej firmie transportowej - dwa, trzy dni w tygodniu.

Ponieważ firma nie potrzebuje europalet, a trafiają się dość regularnie, w firmie jest taki zwyczaj, że europalety odkładane są na kupkę, a potem sprzedawane, a pieniądze dzielone pomiędzy kierowców i pracownika magazynu.

Palety zwoziłem, ale działki swojej nie dostawałem. Samozwańczo zarządzający tą kooperatywą magazynier stwierdził, że "nie przywożę dostatecznej ilości, żeby zasłużyć na działkę" (zapewne dlatego, że kiedy poinstruował mnie, że w jednym z miejsc, w które jeździmy, stoi cała hałda europalet i nikt nie zauważy jak sobie kilka weźmiemy powiedziałem mu, że nie będę kraść).

Tymczasem może nie zwożę tych europalet najwięcej, ale więcej niż kierowcy, którzy pracują na pełen etat, ale przez trzy-cztery dni w tygodniu są poza bazą. Samozwańczy nadzorca spółdzielni paleciarskiej, pan magazynier, jednak wie lepiej. A najbardziej go wkurzyło, że kiedy zarzucił mi kłamstwo po tym, kiedy powiedziałem mu ile palet przywiozłem - powiedział, że to niemożliwe, a zatem na pewno przywożę mniej, a zatem nie należy mi się działka. Zapytałem go wtedy ile palet on przywozi (oczywiście zero, bo on nie jest kierowcą - działkę jednak sobie wydziela).

Szczególnie na tych groszach mi nie zależy, ale nie lubię być robiony w bambuko. Zamieniłem więc słowo z szefem i w drugim, mniejszym magazynku w bazie firmy wygospodarowałem sobie kącik, w którym składam sobie palety, które przywożę. Ponieważ tamtędy chodzi się do biura, powiesiłem plakat, że owe palety sprzedam, a dochód przeznaczę na cele charytatywne (oczywiście naprawdę zamierzam tak zrobić). Niestety pan magazynier stwierdził, ze "zasada jest taka, że wszystkie przywożone palety lądują na wspólnej kupce" i mi je zaczął podbierać. Oczywiście odebrałem je z powrotem, a teraz znakuję je markerem, żeby było widać, które są moje.

Mógłbym machnąć ręką, ale nie będę gnojkowi odpuszczał (tym bardziej, że pozostali kierowcy, choć nie mają do niego pretensji, bo sami dostają działkę (nawet ci, którzy praktycznie nie przywożą żadnych palet) wspierają mnie, a szef choć mi kibicuje (bo jemu magazynier też działa na nerwy z innych powodów) nie zajmuje oficjalnie stanowiska i tylko patrzy na to wszystko jak na jakąś komedię.

Sprawa jest rozwojowa, powiem tylko, że ostatnio kierowcy z innych firm, którzy wcześniej zbędne europalety oddawali magazynierowi, zobaczyli mój plakat o celach charytatywnych i teraz dokładają je na moją kupkę. Magazynier oczywiście korzysta, że przeważnie nie ma mnie w firmie, więc te palety, zanim zdążę je oznakować, kradnie... ;-)

Udaję, że o tym nie wiem, bo mi się nie chce robić żadnych awantur, poza tym jednak z tych palet pieniądze dostają też inni kierowcy, a wiem, że dla niektórych to jednak te parę groszy jest istotne (dorabiają sobie tam np. emeryci - ja natomiast mam drugą pracę i na brak kasy nie narzekam), dla uzyskania piekielnej satysfakcji wystarcza mi fakt, że jak przechodzi koło moich palet, to jest strasznie wkurzony, bo wie, że nie zobaczy z nich ani grosza... :)

Ale ta moja piekielność jest też w dobrej sprawie, bo piekę dwie pieczenie na jednym ogniu: wkurzam buca, ale też pieniądze naprawdę pójdą na chore dzieci :)

firma transportowa

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 272 (286)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…