Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
zarchiwizowany
Moja historia poleciała do archiwum, trudno, widać mi nie wyszło, więc myśl spróbuję oddać nieco inaczej:
Hipermarket. Kolejka dla uprzywilejowanych w sobotni wieczór (naście osób do każdej kasy). Idzie sobie taka jedna brzuchata na czoło kolejki z prośbą o szybsze skasowanie. Niestety, zostaje zablokowana przez panią w moherowym bereciku (widać tylko plecy, więc nawet wiek ocenić trudno), która nie reaguje w ogóle na słowa brzuchatej, pani w kasie ma ją w poważaniu (co się będzie sprzeciwiać niezadowolonej kolejce), z tyłu brzuchata słyszy jakieś murmolenie, że "młoda, to stać może", jakiś odważny rzuca coś gorszego, nie pamiętam. Znikąd pomocy. Rozumiem, że nerwowy moment, ale to nie są emocje, które powinna przeżywać brzuchata z zagrożeniem ciąży. Tak, to był ten moment, kiedy brzuchata decyduje, że dopóki nie umiera, nie poprosi więcej nikogo o ustąpienie.
Ale myśleć brzuchatej nie zabroni nikt. Oceniać też nie. Najbardziej rzuca mi się w oczy to odwracanie wzroku. Czyżby poczucie, że sytuacja wymaga innego zachowania? Ustąpienia miejsca w autobusie, może nawet (o zgrozo!) w kościele, gdy widzi się, że osoba przed ma problem z podniesieniem się z klęczek, albo zaczyna się słaniać i ciężko oddychać? Brzuchata nie warczy, nie ma pretensji, nie upomina się i nie robi awantur, ale myśleć nie zabroni jej nikt. Oceniać też nie.
Zaczyna się od drobiazgów. Najpierw porzucamy wyuczone (jak ktoś miał takie szczęście) odruchy kindersztuby, potem oczekujemy, że będą nas prosić jak potrzebują, a potem mamy do nich o to pretensję, że nas poprosili. Ukoronowaniem procesu będzie świat, gdzie potrzebujący nie poprosi, bo wie, że zostanie olany i zmieszany z błotem, bo śmiał komuś zakłócić spokój.
A na razie uspokajajmy swoje sumienie logicznymi wytłumaczeniami. Po co ustępować starszym i chorym, jak się zajęło miejsce wcześniej (jeszcze się obrażą, że uważamy ich za starych), po co ustępować kobiecie w ciąży (może tylko gruba i się obrazi), po co przepuszczać kobietę w drzwiach pierwszą (jeszcze oskarży o seksizm i dyskryminację), po co pomagać niepełnosprawnemu czy rodzicowi z małym dzieckiem (może zły będzie, bo chciał te drzwi przytrzymać sobie sam). Powtarzajmy te zasłyszane usprawiedliwienia, tak wygodniej. Patrzmy na siebie, na swoją wygodę i korzyści! Róbmy ten świat jaskinią wilków, tylko proszę, nie narzekajmy, że gdy dzieje się źle, to wokół znieczulica. Dajemy jej przecież przyzwolenie i karmimy ją naszymi czynami. Nawet takimi małymi i pozornie łatwymi do wytłumaczenia, wyjaśnienia.
I taka historyjka na koniec (sprzed jakiś 7, może więcej lat):
Metro. Sypiąca się staruszka (dałabym jej z 90+ lat), kołysząca się na zakrętach, stojąca centralnie nad młodym byczkiem, rozwalonym na siedzeniu i zagapionym w telefon. Byczek podnosi wzrok. Co się dzieje po chwili? Byczek wstaje i pozwala usiąść starszej pani, która wygląda jakby byle wiaterek miał ją zdmuchnąć? Nie. Sprawdził, że to jeszcze nie jego przystanek i zatopił się dalej w swoich sprawach. Cóż, ten pan przyszedł wcześniej, zagrzał miejsce i takie jego prawo. Zresztą może ktoś go za to zrugał, że chciał ustąpić komuś miejsce, może ta pani poczułaby się urażona, że ktoś wziął ją za starą? Nie ważne. Prawo pierwszeństwa jest święte, a wymówka znajdzie się zawsze. Dla mnie małym pocieszeniem jest fakt, że to był Londyn nie Warszawa. U nas wszystko zmierza w tym kierunku.
Zatrzymajmy się na chwilę i spójrzmy na swoje myślenie, czy ten rak nie zaczął nas powolutku przenikać. Jeśli zrobi to choć jedna osoba, to ten wpis, który powisi pewnie tak długo jak ostatni, nie będzie nadaremno. Pozdrawiam.

subtelności

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -3 (33)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…