Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#76936

(PW) ·
| Do ulubionych
W naszym mieście jest piekarnia. Właściciel ma krótkie nazwisko, powiedzmy Żuk. Pieczywo sprzedaje w kilku firmowych pawilonach/kioskach. Mimo tego, że ma naprawdę dobre pieczywo, od dwóch lat omijam jego sklepy.

Pierwsze zakupy robiłem w "centrali" gdzie zaprowadził mnie kolega. Wszystko było ok, pieczywo podane higienicznie.
Następne zakupy zakończyły się niestety niepowodzeniem

Podejście nr I - pawilon w pobliżu mojego mieszkania.
W sklepiku obsługiwała pani w wieku 60 (plus vat i to raczej stawka podstawowa). Powiedziałem, który chleb chcę kupić. Pani zamaszystym ruchem polizała palce, otworzyła woreczek foliowy i polizaną łapą złapała chleb „mój” chleb. Cóż miałem zrobić. Podziękowałem za zakupy.

Podejście nr II - sklep na deptaku
Dwa tygodnie później szedłem deptakiem. Zauważyłem nowo otwarty sklep Piekarnia Żuk. Pomyślałem sobie: chleb był bardzo dobry, więc Żuk dostanie drugą szansę. Niestety sytuacja się powtórzyła - ekspedientka 60+ polizała palce i tą łapą chwyta chleb. Cóż było robić, podziękowałem za zakupy.

Podejście nr III - sklep na drugim końcu deptaka.
Deja vu - pani 60+ liże palce i łapie mój chleb. Tradycyjnie podziękowałem za zakupy. Jak w poprzednich przypadkach pani zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia, więc na odchodne mówię:
J: Widzę, że pani nie wie, dlaczego rezygnuję z zakupów.
P: No nie wiem.
J: Polizała pani palce i tą samą ręką chce pani pakować chleb.
P: No wie pan, przecież to nikomu nie przeszkadza.

Panie Żuk, rozumiem: cięcie kosztów, zatrudnianie emerytek (bo za minimum i bez zusu) ale „maczałka” http://allegro.pl/listing?string=macza%C5%82ka&bmatch=s0-uni-1-4-1025 nie jest taka droga.

sklep spożywczy higiena obsługi

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (170)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…