Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#7696

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Robiłem zakupy w supermarkecie. Mamy trójkę dzieci, w tym najmłodsze jeszcze "pieluszkowe", a "poważne" zakupy robię raz w tygodniu - więc siłą rzeczy są to DUŻE zakupy. Nie lubię stać w długich kolejkach, a że sam blokują kasę na dłuższą chwilę, staram się odwiedzać lokalny supermarket w takich godzinach, kiedy nie ma w nim tłumów - zwykle przed południem (pracuję w domu, więc nie jestem ograniczony "siedzeniem w pracy".

No i stoję sobie przy "taśmociągu", wykładając kolejne produkty. Sporo tego było, po poza "zwykłymi" tygodniowymi zakupami spożywczymi musiałem akurat kupić dużą paczkę pieluch i żarcie dla psa (worek 15 kilo...).
Pani kasjerka - spokojna, uśmiechnięta, kulturalna... - kasuje kolejne pozycje sprawnie, ale cała operacja siłą rzeczy trwa.

Za mną w kolejce - małżeństwo w średnim wieku bez przerwy komentuje, nawet nie próbując przyciszyć głosu (cytuję stosunkowo wiernie): "Patrz, ile to nakupił! O,jeszcze kawę, tę najdroższą! I kto to wszystko zeżre? Po cholerę mu tyle żarcia? Bo tylko kupować i kupować, taka jest dzisiejsza młodzież (MŁODZIEŻ??? Mam 41 lat, a ci państwo byli pewnie po pięćdziesiątce...). Ludzie w kolejce stoją, a ten tyle kupuje, że pół godziny to trwa! Cholery na takich nie ma" - i tak dalej, i tak dalej.

Jak głosi przysłowie: "nie dyskutuj z idiotą, bo sprowadzi cię na swój poziom i pokona doświadczeniem" - więc udaję że nie słyszę i spokojnie wykładam dalej. Ale państwo wyraźnie mają ochotę na pyskówkę:

"O, i jeszcze ta kawa, ta najdroższa... (zaraz, czy ja mam deja vu, czy o kawie już mówili przed chwilą?..) A w dodatku TA KROWA TAK WOLNO KASUJE".

Tu niestety moja tolerancja się skończyła - zwłaszcza, że zobaczyłem że kasjerka aż się skrzywiła. Odwróciłem się i najbardziej zjadliwym tonem na jaki było mnie stać powiedziałem:

- Proszę państwa, robię duże zakupy bo mam dużą rodzinę, a przy tym pracuję, więc w przeciwieństwie do was nie mam czasu codziennie przychodzić po trzy plasterki szynki. Co kupuję i za ile to moja sprawa, a nie wasza. A jeśli jeszcze raz usłyszę, że obrażacie panią w kasie, to wezwę policję i narobię wam takiej poruty, że wam bokiem wyjdzie.

Pan umilkł jak niepyszny - ale jego żona była bardziej "do przodu". Zaczęła się na mnie wydzierać, informując mnie że "mnie zniszczy" i używając klasycznych zwrotów z gatunku "pan nie wie, kim ja jestem!".

- Nie wiem i niespecjalnie mnie to interesuje - odpowiedziałem. - Ale zaraz się wkurzę i wtedy pani się dowie kim JA jestem!

Oczywiście - nikim specjalnym nie jestem, ale wiem z doświadczenia, że ludzie rzucający takie teksty to zwykle mali tchórze i potraktowani własną bronią natychmiast się wycofują. I rzeczywiście - pani natychmiast zrobiła się malutka i umilkła.

A najśmieszniejsze, że po wszystkich uwagach na temat mojej "najdroższej kawy" pani wyłożyła na taśmę... najdroższą (chyba) whisky jaka była w sklepie. Za samą tę butelkę zapłaciła prawie tyle, co ja za całe tygodniowe zakupy.

Pozdrawiam panią kasjerkę z Carrefoura - życzę jej, żeby żadne głupie chamidło więcej jej nie obrażało i podziwiam jej spokój i zimną krew.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 930 (1020)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…