Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Nogę zwichnąłem. Niby nic, umierać na to nie zamierzam, ale czasem trochę boli.

W temacie, że boli, postanowiłem nie przeciążać kopyta i przysiadłem w autobusie. Wybrałem jedno z siedzeń typu "czwórka" - po dwa siedzenia skierowane na przeciw siebie. Udało mi się tak przejechać na nim dwa przystanki gdy, na trzecim z kolei, na siedzenie obok wpadła, dosłownie wpadła, niewiasta w wieku lekko poprodukcyjnym. Nie miałbym jej za złe zajęcia wolnej przestrzeni, gdyby użyła jakiegoś zwrotu grzecznościowego, w stylu "przepraszam". Niestety, chyba jednak trafiłem na córkę Minotaura, bo temat załatwiła nieomal z byka, tratując mi przy tym obolałą nogę. Twardy jestem - no, powiedzmy, staram się być - jednak to mnie ubodło. Na tyle, że syknąłem z bólu.

Nic nie zdążyłem więcej zrobić, a Pani już zaczęła się mościć jak dzik na kasztanach. Stękała, sapała, szturchała mnie namiętnie pod żebra, wszystko by tylko wywalczyć sobie więcej wolnej przestrzeni. Zajęty wewnętrznym monologiem, w którym naprzemiennie używałem słów "noga" i wulgarnego synonimu prostytutki, nie zdążyłem odpowiednio szybko dostosować się do wymogów współpasażerki. W końcu Pani, wyraźnie niezadowolona, postanowiła przemówić.

- No przesuń, że się! Nie mieszczę się! - syknęła dość głośno.
- Jak to jest, że siedzenia mamy takie same, ja ważę ponad osiemdziesiąt kilogramów i ja się mieszczę? - zapytałem ciekawie.

Pani dokonała niemożliwego, jednocześnie się nadęła i skurczyła, bo koło mnie zrobiło się naraz sporo luzu.
Resztę drogi przejechaliśmy w ciszy, każde kontemplując swoje problemy.

komunikacja_miejska

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 286 (312)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…