Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#78498

(PW) ·
| Do ulubionych
W kwietniu pożyczyłam znajomemu książkę. Pozycja nienajnowsza, ale "stan igła, Niemiec płakał, gdy sprzedawał" - jak wszystkie moje książki, generalnie dbam o nie jak o własnego kota.

Dzisiaj znajomy oddał książkę. Okładka "rozmemłana" i zmechacona, grzbiet ze szramą zagięcia przez środek, do tego zalana czymś pomarańczowym. Na moje "no chyba sobie kpisz?!" odparł, że w sumie taka pogięta to była jak ją pożyczał (serio? Nawet gdy mu ją wydawałam, to zawiniętą w folię, żeby okładka nie poszła w transporcie), a wylał mu się sok, ale to przecież nie szkodzi, bo przecież można czytać. No nie zgodziłam się z nim - pożyczał książkę w stanie idealnym, oddaje papierową szmatę. Zażądałam odkupienia - pozycja to nie nowość, może ogarnąć na Allegro z jakiejś taniej księgarni.

Znajomy zaperzył się niesamowicie. Jak to? Ja mu każę odkupować? Przecież to tylko książka, a ja mam chyba jakiegoś hopla na punkcie czytania, że tak się denerwuję! Książkę da się czytać, więc on nie musi nic mi oddawać. Dopiero argument "A jak porysuję ci samochód, to też nie muszę płacić za lakierowanie? Przecież da się jeździć" zamknął mu paszczękę. Zabrał zniszczony egzemplarz, rozstaliśmy się w niezgodzie. Czy odkupi? Nie wiem, mam nadzieję.

Książka książką - to przecież tylko przedmiot. Ale MÓJ, ja za niego zapłaciłam i jeśli zniszczyłeś - odkup, do diaska. Nie wstyd by Ci było, czytelniku, oddawać książki w takim stanie? Bo koledze najwyraźniej nie.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 202 (212)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…