Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#78830

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostrzegam, że będzie przydługo.

Dostałam pewnego dnia stażystkę - wzięli mnie z zaskoczenia, bowiem zazwyczaj stażystów wybieram ja, tym razem odpowiedzialna była jedna z dyrektorek. Dziewczę miało przyjechać aż Francji, w aplikacji angielski miała wpisany jako płynny, więc myślę - spoko.
Zjawiła się u mnie o 9.40 w poniedziałek rano (gdzie początek pracy stażystów to 9.30 - o czym poinformowana została w tak zwanym ‘welcome packu’). Lat 18, kudły jak u Pocahontas, makijaż taki, że aż się przeżegnałam (a podobno maluję się dość mocno). Stwierdziłam - wyrośnie, narazie aspiruje na instagramową Kardashiankę. Także Kardashianiątko zasiadło, przedstawiło się (roboczo: Beatka), dostało komputer, spis swoich obowiązków i listę klientów do przeczytania. Wszystko pięknie - lubię stażystów, chociażby z tego prostego powodu, że w czasie ich obecności głupawe żądania mojej szefowej typu ‘leć kup mi nowy krem do twarzy, ale na już, bo za 10 minut wychodzę do domu’ mogę zlecić właśnie im i zająć się klientami. Smutne, ale prawdziwe życie stażysty.

Sytuacja pierwsza:
Beatka dodaje mnie do kontaktów na LinkedIn (dla wyjaśnienia, taka służbowa Twarzoksiążka). Oczywiście zdążyła sobie wpisać już pracę u nas na stanowisku (uwaga) Asystent PR. Troszkę się we mnie zagotowało - ja na taki tytuł pracowałam swego czasu ponad pół roku, właśnie jako stażystka. Jako typ pieniacza, zaproszenie odrzuciłam.

Sytuacja druga:
Co rano okoliczny kiosk dostarcza nam górę codziennych gazet, których przegląd należy do obowiązków Beatki. Beatka dzielnie je odpakowuje i odkłada na półkę. Gdy zwracam jej uwagę, najpierw prosi, by powtórzyć, bo nie zrozumiała (płynny angielski…), po czym wzrusza ramionami i stwierdza, że ona i tak nigdy tam nie może znaleźć nic ciekawego. Obstawiam przy swoim i proszę, by co rano przeglądała i szukała wzmianek o naszych klientach (które mogło zdarzyć nam się przeoczyć, lub okazji na kontakt z dziennikarzem w sprawie owego klienta). Od tego czasu zajmuje jej to co rano około dwóch godzin (gdzie mnie zawsze zajmowało jakieś pół godziny, a przy porannej kawie czytałam jeszcze koleżance z pokoju to ciekawsze wyrywki z kolumny z poradami).

Sytuacja trzecia:
Wpada do nas Zuza, jedna z dyrektorek. Wręcza Beatce butelkę likieru (producent jest naszym klientem) i prosi, by zaniosła do wydawnictwa, ładnie zapakowane, dla konkretnego dziennikarza. Sprawdzam z Beatką adres na Google, (zresztą naklejka z adresem na ozdobnej torebce), mówię jej nawet gdzie ma wysiąść z metra. Załapała, wychodzi o jedenastej. Wraca tuż po drugiej z torebką wciąż w łapie. “No bo Princess, ja wysiadłam z metra i patrzę na mapie, że jeszcze musiałabym iść (no coś ty!), więc wzięłam Ubera, ale on mnie pod zły adres zawiózł, nie wiedziałam gdzie mam dalej iść, więc wróciłam” Aha.
Wielce zdumiona, że będzie musiała jechać jeszcze raz.

Sytuacja czwarta:
Beatka mi wpisane w welcome packu, że na lunch ‘wychodny’ ma do 45 minute w godzinach od dwunastej do drugiej, chyba, że nie pozwalają na to obowiązki, wtedy może iść wcześniej lub później. Beatka wychodzi bez słowa na minimum półtorej godziny. Kiedy zwracam jej uwagę twierdzi, że ‘ona traci poczucie czasu’.

Sytuacja piąta:
Wysyłam Beatce maila z prośbą, o wykonanie czegoś. Beatka nawet nie patrzy na ekran, przesuwa instagram. Godzinę później pytam, czy już skończyła, jeśli nie to ewentualnie ile jeszcze jej zejdzie. “Ale co skończyłam, potrzebujesz czegoś ode mnie?” Generalnie większość dnia w biurze Beatka spędza na ‘ogarnianiu social media’ a wyznaczone zadania wykonuje na odwal się.

Sytuacja szósta:
Beatka jest u nas już dwa miesiące, w tym czasie zdążyła już wziąć osiem dni wolnego. Powody: Zgubione klucze do mieszkania, katar, okres. Spóźnienia minimum 10 minut co rano, do tego przedłużanie lunchu. Powody spóźnień: zapomniała karty do metra i musiała wrócić, zapomniała wieczorem umyć włosy, zaspała. Idę do Zuzy, nakreślam całokształt, pytam czy mogę Beatkę zwolnić. Kasa na nią idzie co prawda nieduża, ale dziewczę niewiele robi, więc szkoda, żeby zajmowała miejsce. Dostaję okejkę, Beatki w tym czasie nie ma w biurze, właśnie z powodu okresu. Wysyłam maila - odpowiedź? “Ja muszę ten staż dokończyć, ja potrzebuję do szkoły!”

Materiały dodatkowe:
Beatka po angielsku rozumie co trzecie słowo, samo tłumaczenie jej wyznaczonego zadania zajmuje mi tyle czasu, że wolę zrobić to sama. Ciężko jej powierzyć nawet proste wyjście po kawę, bo zamiast słodzika wsypie cukier.
Zuza zwraca się do nas per 'kochanie'. Spoko, kilka osób też podłapało i tak się pieszczotliwie przyjęło. Gorzej, że podłapała też Beatka i gdy pierwszy raz nazwała Zuzę 'kochaniem' przyznaję, zamarłam. Bynajmniej Beatka nie jest jeszcze na etapie 'kochania' kogokolwiek w pracy. Cierpliwie czekamy, aż powie tak do szefowej.
Toteż grzeje krzesło w moim pokoiku, zajmując miejsce komuś, kto chciałby się czegoś ode mnie nauczyć.

Wreszcie, epilog:
Beatka w końcu odrywa się od instagrama i spogląda na mnie z nad ekranu.
Princess, to kiedy zabierzesz mnie na spotkanie z klientem?

Głupie to, nieogarnięte, czy po prostu cwane i się nie przepracowuje?

stażyści

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (224)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…