Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79146

(PW) ·
| Do ulubionych
Miał być komentarz do historii #79137 o próbkach wydalin, ale dodam jako osobną historię. Pochodzi ona sprzed kilkunastu lat i opowiedziana była przez wieloletnią pracownicę sanepidu.

Otóż na pewnej imprezie komunijnej doszło do masowego zatrucia salmonellą. Ustalono, że źródłem były najprawdopodobniej jajka, które wynajęta kucharka załatwiła gdzieś po znajomości "od chłopa".

Zawezwana kobita, po zebraniu wywiadu i ustaleniu, że jej rodzinka również masowo się "rozwolniła", dostała nakaz dostarczenia próbek kału od wszystkich chorujących i zamieszkujących wspólne gospodarstwo. I teraz gwóźdź programu…

Kobita zjawiła się w punkcie przyjmowania próbek z dwulitrowym słojem gó..a z przyklejoną do niego kartką z listą nazwisk dawców...

Zszokowane i próbujące równocześnie powstrzymać śmiech pracownice wyjaśniają jej spokojnie, że każda próbka musi być osobno, w sterylnym pojemniczku z apteki, co napotyka na mur niezrozumienia.

W pewnym momencie zbulwersowana baba fuczy: "To wy myślicie, że ja tak będę z tym gó...nem latać wte i nazod?!".

To znów jej tłumaczą, że osobno, że nowe próbki itd. W międzyczasie karteczka ze słoja raczyła się odkleić i malowniczo sfrunąć na podłogę. Natenczas zacietrzewiona "kucharka", ładująca właśnie szklaną bombę do siaty, poderwała ją i, pośliniwszy z rozmachem niczym znaczek pocztowy, przykleiła na swoje miejsce, po czym, bucząc jakie to durne baby w tym sanepidzie, oburzona opuściła sanepid.

Ciekawe co zrobiła ze słojem?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (187)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…