Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79589

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie zawsze mieliśmy z Rudym nasze mieszkanko. W zamierzchłych czasach, kiedy Rudy był jeszcze tylko moim chłopakiem, zamieszkiwałam w wynajmowanym pokoju. Duży dom, właściciele pod tym samym dachem, dwa pokoje wynajęte studentkom, dla nas osobna łazienka z interaktywną wanną, rachunki wliczone. Ona urzędniczka, on właściciel firmy budowlanej, trzy dorosłe córki już się wyprowadziły, więc nie ma komu mieszkać. Żyć nie umierać. Więc gdzie piekielności?

Ja, w pokoju na strychu, strych nad całym domem, rozmiarowo super. W drzwiach brak zamka, ni od zewnątrz, ni od wewnątrz. Można było drzwi jedynie przymknąć, ale zostaw otwarte okno i drzwi latają w te i z powrotem. Jak mocniej zawiało, to drzwi potrafiły odsunąć krzesło - wyobraźcie sobie być wtedy w łóżku z chłopakiem. Głośne to i niewygodne, zwłaszcza, że w domu jest pies (o którym szczegółowo będzie później). Będąc w domu, zastawiałam drzwi od środka krzesłem, ale jak mnie nie było, to gorzej. Na zamek czekałam dwa lata, przy czym za każdym razem jak miało mnie nie być przez weekend, przypominałam ze można by ten zamek wmontować. 'Spoko Princess, zrobię przez ten weekend'. Jasne.

Osobna łazienka, do czasu kiedy poszła jakaś rura i z prysznica przestała lecieć woda. Mamy korzystać z łazienki właścicieli (dopóki nie zostanie naprawione, czytaj minimum pół roku). Landlordy łazienkę mają w sypialni - a spać chodzą o 9-tej. Proszę się kąpać przed. Szkoda, ze mam taką pracę, ze czasem wracam po północy, a potem na 9-ta rano do pracy, gdzie rano kąpie się właścicielka, właściciel i druga lokatorka. Super.

Pokój był tani, nie przeczę. Ale nagle: czy mogłabym dorzucać się £5 miesięcznie do papieru toaletowego, worków na śmieci, etc. Pewnie, nie ma problemu, dodatkowo landlordka robi te zakupy, ja mam tylko dokładać się finansowo. Niedługo później, nie starcza jej, czy mogłybyśmy dokładać jeszcze po £5. Czyli dycha na głowę, cztery osoby w domu = £40 miesięcznie?? Worki na śmieci kosztują £1, papier toaletowy może £5 za dużą paczkę. Odmawiam, mówię, że nie uwierzę, że tyle nam schodzi. Oferuję, że ewentualnie, gdyby coś było potrzebne, niech da mi znać i kupię (chciałam zobaczyć na ile rzeczywiście starcza, a i specjalnie do tej pory nie przywiązywałam uwagi do cen takich artykułów). Temat się urywa.

Potem pada pytanie: czy chcemy panią sprzątającą, żeby sprzątała nam łazienkę, korytarz, schody, kuchnie etc, czy wolimy się dogadać, razem z landlordką ustalić grafik kto i kiedy. Pada na panią sprzątającą, dokładamy się po £15 miesięcznie. Dużo, ale jak ma przychodzić co tydzień to niech będzie, w końcu biorą zazwyczaj £10-£15 za godzinę. Pani przestaje przychodzić po dwóch tygodniach (czego nie zauważam, bo miała bywać w moich godzinach pracy), współlokatorka się wygaduje. To gdzie kasa idzie? No bo landlorka wszystko sprząta, to w sumie tak jak byśmy miały panią sprzątającą, nie? Tylko moich schodów na strych i naszej łazienki już nie sprząta, bo ona z tego nie korzysta, więc powinnyśmy same. Jak kroić, to miliony?

Odkurzanie co sobota przed dziewiątą rano - bo landlordka potem będzie miała inne rzeczy do roboty. Tylko w sobotę człowiek chciałby się wyspać po całym tygodniu pracy. Ale przynajmniej w niedzielę jest spokój, chyba że landlordy się kłócą, wtedy słychać w całym domu. A kłócą się często.

Nie wolno używać suszarki do ubrań, bo za drogo wychodzi - nawet w zimie rozwieszałam pranie w pokoju i podkręcałam kaloryfer na maxa. "Princess, co ty robisz, że tyle za prąd wychodzi?" Tak źle, i tak niedobrze.

I pewnego pięknego dnia: Wiesz Princess, bo jak ty mieszkasz na strychu to za dużo wychodzi za prąd, bo tam okna są nieszczelne. Pomyślałam, że przeprowadzisz się piętro niżej (pokój dwa razy mniejszy, o zejściu z czynszu nie było mowy), nawet jedną szafę ci opróżnię. Wow - pomijam, że na strychu też walało się pełno jej rzeczy, gdy mnie nie było wchodziła bez pytania, to po to, to po tamto.

Pies, wcześniej już wspomniany. Młody amstaf, dwulatek zamieszkujący konserwatorium i ogródek (ogródek 3x4 metry, wylany betonem). Do domu nie ma wstępu, bo potem śmierdzi psem, a poza tym wszystko niszczy. Jakoś nikt nie pomyślał, że może niszczy, bo ma za dużo energii, a na spacery nie chodzi. Staram się zabierać go na spacer w miarę możliwości, bo zwierza mi szkoda, ale w końcu nie ja go brałam. Po każdym spacerze słyszę, że rozpieszczam psa i niedługo on jej na głowę wejdzie. Psisko karmione najtańszą suchą karmą z worka i domowymi odpadkami, nawet żarcia z puszki nie dostaje. Kilka razy robi włam do domu, podczas nieobecności właścicieli. I jakimś cudem zawsze ciągnie go do mojego pokoju. Za pierwszym razem przeżuwa parę sandałów, za drugim czekoladowe jajo wielkanocne (nawet go nie ruszyło), a za trzecim kilka tamponów ze śmietnika i, uwaga, pluszowego misia, którego dostałam, gdy kilkanaście lat wcześniej urodził się mój brat. Za miśkiem ryczę najbardziej, landlordka co prawda użycza mi igły i nitki, co by Stefana pozszywać, ale oprócz "sorry" nie usłyszałam nic. Wiadomo, sentymentu się nie odkupi, ale chyba wypadałoby zaproponować.

No i smaczki:
Landlord wielki chłop, po domu chodzi w samych bokserkach - widok, który przyprawia o wzdryg. Wydaje mi się, że przyjmując obcych ludzi do domu, człowiek powinien zdawać sobie sprawę, że nie na wszystko będzie mógł sobie pozwolić.
Zostawiam w łazience, na półce obok kubeczka, pastę do zębów. Pasta schodzi w ciągu tygodnia, oczywiste jest, że nie tylko ja jej używam. Myślę, może się nie zrozumiałyśmy i pasta jest komunalna, zwłaszcza, że zaraz na półeczce pojawia się nowa. Więc używam. W ciągu paru dni sms od landlordki - "Princess, możesz nie używać mojej pasty do zębów?"

Nie są to może wielkie piekielności, jedynie zarys sytuacji (było tego duuuużo więcej), ale wierzcie mi, nadmiar potrafił człowieka doprowadzić do białej gorączki.

mieszkanie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (149)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…