Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#79781

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechaliśmy z Rudym na urlop; psy zawieźliśmy do rodziców, ale moja kotka się nie da, woli być w domu i mieć dochodzącego opiekuna.

Prosta sprawa - prosimy sąsiada, w końcu niejedną przysługę mu oddaliśmy, a sam też ma zwierzęta. Wszystko pięknie, nie ma problemu, zostawić klucze, będzie przychodził kotkę karmić.

Z urlopu dzwonimy codziennie, pytamy, jak kotka się miewa, czy zadowolona, czy nie ma z nią problemów - sąsiad twierdzi, że kotka jest tak urocza, że sam ma ochotę sobie kota sprawić, trzy razy dziennie dostaje jeść, dobrze z nią.

Wracamy z urlopu - pierwsze, co powitało mnie w mieszkaniu, to smród.

Drugie - kotka, która wybiegła z salonu, drąc się do mnie jak głupia.

Idziemy do kuchni i szok. Stół lepki od resztek kociego jedzenia (rozmoczonych chrupek, galaretki z saszetek i stwardniałego już tuńczyka z puszki), oprócz tego owe puste saszetki i puste puszki po tuńczyku leżą na stole. Niezjedzone przez kotkę resztki po prostu powywalane do zlewu. Podnoszę miseczki, w jednej aż nadmiar tuńczyka (gdzie instruowałam, jakie ilości podawać, dla niej tuńczyk to słodycze), biorę ze stołu skamieniały od zaschniętej karmy widelec (fu!), wyrzucam - w rybie znajduję kolonię muszek, więc leży nie pierwszy dzień.

W misce z wodą zielonkawy osad, aż się zastanawiam, skąd, skoro zostawiłam butelkowaną.

Dla podsumowania - miseczki i widelec, który zostawiłam do nakładania jedzenia chyba w ogóle nie myte, resztki wyrzucone do zlewu, puste opakowania po karmie zostawione na stole. Stół i podłoga wokół misek uwalane zaschniętymi resztkami, w misce robactwo. Nie było nas 10 dni, a tu syf i smród.

Ja, wściekła, pierwsze co zabieram się za wietrzenie, odkurzanie, wyparzanie wszystkich misek, mycie podłogi. Rudy idzie do sąsiada z pytaniem, co to ma, kuwa, być.

Odpowiedź sąsiada?

On nie wiedział, że to tak trzeba i on w ogóle nie rozumie, o co pretensje, przecież to tylko kot, jedzenie miał.

Już mi nawet nie chodzi o brud, że ktoś nie posprzątał resztek. Ale patrzę na zwierzątko, którego zwyczajnie jest mi szkoda, bo wydawało mi się, że zostawiam ją pod opieką odpowiedzialnego człowieka, który na dodatek przez cały czas powtarzał mi, że wszystko jest w porządku.

Nie trzeba przecież znać się na opiece nad konkretnym zwierzęciem, ale wydawało mi się, że każdy głupi wpadnie na to, żeby umyć kotu miski pomiędzy karmieniami i nie dopuścić do tego, żeby w jedzeniu zalęgły się robaki.

Ale widać się myliłam.

Następnym razem kotka razem z psami pojedzie do rodziców, a sąsiad niech sobie lepiej kota nie sprawia.

sąsiedzi opieka nad zwierzęciem

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (165)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…