Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80233

(PW) ·
| Do ulubionych
Widzę spory wysyp historii o bierzmowaniu. Moja nie będzie o tym, ale dotycząca księdza.

Moja mama nie posiadała mieszkania, więc siłą rzeczy ona, ja i mój młodszy brat mieszkałyśmy w wynajętych mieszkaniach. W jednym miejscu rok, gdzieś indziej parę miesięcy i tak „skakałyśmy” po całym mieście. Niezależnie od tego gdzie mieszkaliśmy. cały czas chodziłam do tej samej szkoły i kościoła. Po pierwsze, żebym nie musiała co rusz się przepisywać. a po drugie niedaleko szkoły i kościoła mieszkali moi dziadkowie, więc mogłam zawsze do nich wpaść czy przenocować w razie czego. Poza tym w tym kościele moja mama brała ślub, ja, mój brat i prawie całe kuzynostwo byliśmy chrzczeni itp. Po prostu byliśmy całą większą rodziną bardzo zżyci z tą parafią.

Teraz historia właściwa, która dla wielu może być mało piekielna, ale ją bardzo przeżywałam.

Kiedy miałam coś około 13-14 lat, przeprowadziliśmy się na drugi koniec miasta. Nadszedł czas kolęd. Przyszedł jakiś młody ksiądz z parafii w rejonie, której mieszkaliśmy. Jak zwykle to bywało miałam pokazać swój zeszyt do religii. Jak zobaczył, że nie chodzę na religię przy jego kościele, jakby diabeł w niego wstąpił. Mama mu tłumaczyła, dlaczego tak jest, ale dla niego to nie było wytłumaczenie. Powinnam chodzić na religię do jego kościoła skoro tu mieszkam i kropka. Były obelgi, choć bez epitetów z jego strony. Koniecznie chciał deklaracji od mamy, że mnie przepisze, a że moja mama stała przy swoim, wysmarował mi jakiś tekst w zeszycie na całą stronę. Nie powiem wam co, bo nie pamiętam, w każdym razie na odchodne stwierdził, że on tego tak nie zostawi, będę chodziła do jego kościoła i już.

Nie powiem, bardzo to przeżywałam. Ustaliłyśmy z mamą, że na najbliższej swojej religii pokażę to mojemu księdzu. Pokazałam, a on po przeczytaniu zaniemówił i poprosił mnie, żebym poszła z nim do proboszcza. Tym razem oni stwierdzili, że tak tego nie zostawią, a mi kazali wyrwać kartkę z zeszytu, żebym tych durnot w nim nie miała. Prawdopodobnie sprawa trafiła gdzieś wyżej, a tamten ksiądz został szybko przeniesiony w inne miejsce, bo podobno miał na koncie sporo tego typu numerów i w jego parafii mieli go serdecznie dość.

PS Kiedy ja chodziłam do podstawówki na religię, nie była ona w szkole, a w salkach przy kościele czy plebanii.

ksieza

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (128)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…