Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80274

(PW) ·
| Do ulubionych
Kilka informacji tytułem wstępu. Mam kolegę Witka (imię zmienione). Witek jest miłym, wykształconym i bardzo zamożnym rolnikiem. Aparycja Witka jest taka, że… od razu widać, iż pochodzi ze wsi. Ma tego świadomość i nawet lubi sobie zażartować, że jemu nawet smoking nie pomoże. Witek jest też miłośnikiem samochodów, a konkretnie dwóch marek, produkowanych przez naszych zachodnich sąsiadów. Nawet samochody dostawcze w jego gospodarstwie są produkcji niemieckiej. O innych niż niemieckie autach Witek zawsze wypowiadał się z lekkim lekceważeniem.

Z Witkiem nie widzieliśmy się szmat czasu, więc kiedy do mnie zatelefonował, że będzie w moich okolicach, od razu zaprosiłem go na kawę. Ku mojemu totalnemu zaskoczeniu, Witek przyjechał do mnie nowym samochodem marki innej niż niemiecka. Oczywiście zapytałem go o ten samochód. I tu przechodzimy do opowieści Witka.

Witek podjął decyzję o zakupie nowego samochodu. Poszperał w internecie i wytypował sobie modele, oczywiście dwóch ukochanych niemieckich marek, i postanowił udać się do salonu, aby je obejrzeć. Witek mieszka niedaleko dużego miasta, gdzie kupował swoje dotychczasowe samochody, ale tym razem postanowił pojechać dalej, do jeszcze większego miasta. Stało się tak za sprawą jego żony, która uznała, że skoro Witek kupuje samochód, to jej też się coś od życia należy, a konkretnie wizyta w dużym centrum handlowym, zlokalizowanym niedaleko salonów z samochodami. Tu warto dodać, że miejsce, do którego wybrał się Witek, jest na odcinku kilku kilometrów wręcz zastawione salonami samochodowymi różnych marek.

W pierwszym salonie wizyta Witka trwała ok. 25 minut. Przez ten czas pracownicy salonu „zgrabnie” unikali obsługi Witka i jego próśb o zaprezentowanie mu upatrzonego modelu auta. „Za chwilę kolega podejdzie” usłyszał z pięć razy. Uprzedzając ewentualne pytania, w salonie nie było tabunu klientów…

W drugim salonie było inaczej, ale nie lepiej. Tu Witkowi udało się „złapać” pracownika i uzyskać jakieś tam informacje o modelu, którym był zainteresowany, ale na prośbę o otwarcie samochodu usłyszał: „Po co? Pooglądać pan chce? Przecież widzę, że pana nie stać na to auto!”.

Witkowi pozostały więc zakupy z żoną, w trakcie których jak sam powiedział, zdołał się uspokoić. Kiedy wracali już do domu, przejeżdżali obok kolejnego salonu samochodowego i żona poprosiła, żeby się tam zatrzymali. W tym salonie zostali potraktowani jak klienci, a nie natręci i w tym salonie zostawili 180 000 zł, tudzież wyjechali z niego nowym samochodem…

Na zakończenie, Witek opowiedział mi dowcip.
- Sandacz, wiesz dlaczego Karyny zaczęły lecieć na rolników?
- Nie wiem.
- Bo się dowiedziały, że ciągnik jest droższy od mercedesa! No i widzisz Sandacz, Karyny już wiedzą, a gogusie z salonu nie...

sklepy

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (224)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…