Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80414

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem czy piekielność, ale głupota i nieodpowiedzialność czasem przerażają.

Opis sytuacji - mieszkam w osiedlu domków jednorodzinnych. Mam (jak pewnie już wiecie z poprzednich historii) psicę. Nie za wielką, ot border collie tricolor zmieszany z jakimś chartem. Tak 20 kg wagi. Psica ani troszkę nie agresywna, inne psy wprost uwielbia. Ja też się o nią nie boję, w końcu w schronisku wychowana. O schronisku będzie post scriptum.

Dwie sąsiadki najbliżej mnie mają yorki.
Pewnego dnia psa sąsiadki znalazłem u mnie rano w ogródku, jak radośnie bawił się z Maszą. OK, nie na problemu, odprowadziłem do sąsiadki, przestawiłem przez płot, przy okazji zwróciłem uwagę, że płot dziurawy, więc zamiast przylecieć do mnie, to pies mógłby wyskoczyć na ulicę (dwupasmówka o sporym natężeniu ruchu), więc warto coś z tym zrobić. Jeszcze tego samego dnia pojawiło się jakieś prowizoryczne zabezpieczenie, po tygodniu nowa siatka.
No i to rozumiem. Teraz jak chce do mnie przeleźć to pod płotem musi, ale za to na ulicę nie wyskoczy. Mi to nie przeszkadza czasem go odtransportować, Masza ma kolegę w ogrodzie, w porządku.

Ale jakby było tak ślicznie, to by nie było mnie tu z tą historią. Sąsiadka numer 2 ma dwa yorki. Też fajne zwierzaki, nie takie wredne szczekaczki, z Maszą się fajnie bawią. To znaczy najczęściej wykładają się kółkami do góry a moja psica je nosem memła :)
Tylko ta sąsiadka ma ogrodzenie z prętów, między którymi york miniaturka mieści się bez problemu.
I o ile jeden trzyma się w miarę ogrodzenia, to drugiego już dwa razy odprowadzałem do domu.
Przypominam - ulica to ruchliwa dwupasmówka.
Naprawdę potrzebny jest futrzany naleśnik z mięsnym nadzieniem, żeby sąsiadka wydała głupie 100 złotych na siatkę, albo drut do zabezpieczenia?
Już trzy razy zwracałem uwagę - tak, wiedzą, zrobią...
To do jasnej choinki po co brali te psy, skoro nie chce im się poświęcić dwóch godzin, żeby zapewnić im bezpieczeństwo?

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że ten maluch co tu przylatuje będzie dalej kierował się w tą stronę i na drogę nie wyskoczy...

Obiecane PS - o schronisku:
Psica - oczywiście prezent gwiazdkowy.
Oddany do schroniska w końcu stycznia. Bo sika w domu, bo gryzie buty itd. - a co ma robić trzymiesięczny szczeniak wrzucony w obce środowisko?

W schronisku zaszczepiona i wysterylizowana. Z tym drugim też się zgadzam, tylko panu weterynarzowi ręka drgnęła przy sterylizacji i zajechał o jelito. Ale wszystko zagojone, OK.

Pod koniec marca TA SAMA rodzina co Maszę oddała znów ją wzięła.
Tak, oddali psa ludziom, którzy psa mieć nie powinni.
Po dwóch tygodniach wróciła do schroniska.

Jakieś trzy miesiące później namówiliśmy moją rodzicielkę na psa, bo nie mogła stanąć na nogi, po tym jak poprzedni zakończył żywot. Obiecaliśmy, że jakby co, to my się zajmiemy, nie będzie problemu. Mieszkamy w jednym domu, tylko na innych piętrach.

Rodzicielka pojechała po psa - i wróciła z psicą. No, po prostu miłość od pierwszego wejrzenia.

A wiecie co jest najciekawsze?
Tak sprytnego i posłusznego psa, to chyba nigdy nie widziałem, mimo, że wychowałem dwa pracujące przy dogoterapii labciuchy.
Masza jest szczęśliwa jak może spełnić jakieś polecenie - i tylko patrzy: "No zobacz, jaki ja jestem grzeczny piesek!"

No wystarczy, bo zrobiło się ckliwo, sam się rozczuliłem zresztą. Pytania i odpowiedzi w komentarzach.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 117 (167)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…