Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#80748

~Plant ·
| Do ulubionych
"Daj palec, a wezmą całą rękę".

Moja babcia mieszka z nami w jednym domu. Ma swoją paczkę znajomych, a wśród nich małżeństwo mieszkające w naszej wiosce - Henię i Henia. Henio ma u nas wśród domowników ksywę Przydasię. Jak większość się już zapewne domyśla wzięła się stąd, że Heniowi wszystko się przyda.

Henio - jak to moja babcia mówi- "lubi mieć". I faktycznie, nie można mu zarzucić, że nie dba o swój dom i podwórko. Lecz Henio jest jednocześnie chytry, a jego żona chyba jeszcze bardziej. Skutkuje to tym, że Henio owszem, lubi mieć, ale za darmo. Aby tylko zobaczył u kogoś coś, co wygląda na niepotrzebne, to zaraz by to zabrał, bo akurat to by mu się przydało, np. zobaczył kiedyś u nas w garażu jakiś stary dywan "A nie potrzebny wam już? Bo mi by się przydał do przedpokoju, akurat wymiar chyba będzie nawet dobry (wiedział to, chociaż dywan leżał zwinięty ;)".

Jego najlepszy numer to chyba był jak babcia pochwaliła się, że zmieniliśmy sedes, i Henio zaraz przyleciał zobaczyć ten nasz stary, bo może lepszy jak jego i on by wziął. Tak - używany kibel. Raz wyniknęła między mną a babcią mała awantura, kiedy w którąś sobotę odkryłem, że nie ma pewnych części hydraulicznych, które miałem już przyszykowane i były mi pilnie potrzebne do pewnej naprawy. Okazało się, że babcia oddała je Heniowi, bo ją zapewniał, że one na pewno tak leżą do wywalenia na złom, bo to już stare, i że on je może zabrać bo... Tak, zgadliście - przydadzą mu się ;). Powiedziałem, że skoro taka mądra była i oddała moje rzeczy bez pytania, to niech teraz idzie i je odzyska, bo mi są w tej chwili potrzebne. Głupio jej było iść do Henia i upomnieć się o zwrot, więc dała mi pieniądze, żebym sobie je odkupił. Dostała jednak ostrą reprymendę, aby na przyszłość nie rządziła się cudzymi rzeczami, i dopóki nie leżą w lub koło śmietnika, to ich nie oddawała bez wcześniejszych konsultacji. Pomogło.

Podczas ostatniej wizyty Henia i Heni babcia prezentowała im nasz nowy dach. W pewnym momencie Henio zauważył leżące pod jedną ze ścian 3 plastikowe rury kanalizacyjne o średnicy 150 mm i długości 3 metrów (używane były do wentylacji, a nie do kanalizacji, żeby nie było ;) ). I zaraz oczywiście litania, że jemu akurat takie są potrzebne i on je weźmie. Babcia mu jednak odparowała, że najpierw musi się dogadać, czy one nie są potrzebne nam. Henio na to, że na pewno nie są, że jakby były to by tak nie leżały, że one tak tu do wywalenia leżą, i już zaczął się do nich dobierać. Babcia kazała mu zostawić je w spokoju, i powtórzyła, że musi się dogadać z nami, czy może je zabrać. Henio niepocieszony odłożył je i zapytał, kiedy będzie w domu ktoś z rodziców albo rodzeństwa. Babcia powiedziała, że pewnie tak 16:30-17:00.

Jak wróciłem o 16:25 to już był i aż nóżkami przebierał.
- Cześć Plant! Słuchaj, tam leżą takie rury plastikowe, widzę że wam już niepotrzebne, to ja je wezmę, dobra?
- Zaraz, chwileczkę. Jakie rury?
Po zobaczeniu, o które rury chodzi powiedziałem:
- Niestety, ale będą nam one potrzebne. Tzn. 2 z nich, jedną pan może sobie wziąć.
- Aaa nie, bo mi 3 potrzebne.
- No to trudno, niestety nie pomogę.
- No ale ja bym chciał od rynny takie odprowadzenie zrobić, bo mi się kałuża pod domem robi, i mi potrzebne...
- Hehe, to tak się składa, że podobnie jak u nas. Tylko my będziemy robić pod garażem, bo się bajoro robi, potem się to samochodem rozjeżdża, i bagno się tworzy.
- Eee jak pod garażem to po co, to niepotrzebne. U mnie pod domem, to pilniejsze.

W tym momencie się już zdenerwowałem, bo nie będzie mi tu opowiadał, że jego jest pilniejsze, aby wydębić ode mnie te rury, ale jakoś się opanowałem.

- Tak jak powiedziałem, jedną panu mogę dać, 2 sobie pan dokupi.
- Ale ja nie mam jak przywieźć.. Ale słuchaj, Ty i tak robisz w mieście, masz samochód, w drodze powrotnej możesz kupić. To ja te sobie wezmę, a ty sobie nowe kupisz. O! - wydał z siebie odgłos zadowolenia, że na taki genialny pomysł wpadł. Tu już się zagotowałem.

- Panie Heniu, Pan to jakby mógł, to by człowiekowi z karku ostatnią koszulę zdjął i powiedział, że panu bardziej potrzebna, bo panu bardziej zimno. Czy ja mam "frajer" na czole napisane? Co pan myśli, że oddam panu dobry towar, a sam polecę kasę wydawać?

Heniu coś pomruczał pod nosem, obrażony wsiadł na rower i pojechał do domu.

Żeby nie było wątpliwości - gdyby Henio i Henia byli naprawdę biedni, to zrobiłbym dobry uczynek i faktycznie oddałbym te rury, pojechał, kupił sobie drugie, w końcu to nie majątek, ale wiem od babci, że nie mają głodowych emerytur. Po prostu tak jak mówiłem - są chytrzy i w dodatku chyba wyznają zasadę "Za darmo to i ocet słodki".

podwóko

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (243)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…