Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81056

(PW) ·
| Do ulubionych
W mojej pracy na stanowisku kierowniczym pojawił się wakat.


Główny kierownik ogłosił, że zatrudni całkiem nową osobę, specjalnie na to miejsce, zamiast brać kogoś z obecnej ekipy. (Tu dodam, że to rozumowanie miało sens, ponieważ potrzebowaliśmy mężczyzny, kogoś, kto potrafi zorganizować pracę, najlepiej żeby posiadał przeszkolenie na wózki widłowe, ogarniętego, potrafiącego postawić się klientom, osoby od dźwigania, ogólnie speca od brudnej roboty, a reszta zespołu to same baby)

Miesiące mijały, pojawił się nawet jeden rodzynek, który mógłby się nadawać do pracy, ale nie dał sobie rady.

W końcu kierownik zwołał zebranie i ogłosił: przemyślał sprawę i A. zostanie naszą kierowniczką. Postanowił jednak awansować kogoś z ekipy, a ona zna się na swojej robocie, potrafi zorganizować logicznie pracę innym, sama jest bardzo pracowita, można na niej polegać, do tego miła, uczynna, trzyma ład w papierach i stara się jak może, by firma funkcjonowała pomimo niedostatku pracowników.

Tu jednak zaczęły się schody. Okazało się, że jedna z pracownic jakieś trzy miesiące wcześniej została poinformowana o możliwości awansu na to stanowisko. Wzięła to za obietnicę zostania kierownikiem. Myślicie, że od tej pory starała się bardziej?

Niekoniecznie. Zaczęła się rządzić, mówiła wciąż innym co mają robić, sama większość czasu spędzała siedząc i plotkując. Popełniała mnóstwo błędów podczas rozliczeń kasy. Wdała się w kłótnię z klientem, powodując jego utratę i straty rzędu kilku tysięcy. Robiła burdel w papierach. I dlatego awansu nie dostała.

Podsumowując, A. nie wiedziała, że ma możliwość awansować. Mimo to pracowała tak ciężko, że to ona dostała awans. Druga zawodniczka wiedziała, że ma taką możliwość i w przeczuciu wygranej zaczęła "kierownikować" i się obijać, przez co A. pokonała ją bez problemu. Można by pomyśleć, że nauczona własnymi błędami, druga koleżanka zmieni swoje nastawienie i weźmie się w końcu do roboty.

Ha, ha, ha. Oczywiście, że nie. Co więc zrobiła?

Wznieciła bunt.

Zaczęła się skarżyć współpracownikom na zły los i niesprawiedliwość. Później klientom! Tak, prawie obcym ludziom spotkanym przypadkiem w sklepie czy na ulicy zaczęła opowiadać o polityce firmy, że miała obiecane! Że żyły sobie wypruwała! A tu taki cios!

Najgorsze co mogła jednak zrobić to podburzanie innych pracowników. Obecnie tworzą się w pracy dwa obozy, jeden za, drugi przeciw nowej kierowniczce. Ci przeciw nie tylko jej nie słuchają. Nie wykonują poleceń. Całkowicie ignorują i nie odpowiadają na zadane pytania. Drugi obóz stara się z kolei pokazać, że jest dobrą osobą na to stanowisko.

A to wszystko za całe 250 zł podwyżki brutto.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (113)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…