Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81174

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem matką jak wiecie. I teraz nie wiem co napisać dalej... czy to ja jestem jakaś nienormalna, czy społeczeństwo idiocieje. Zacznę od rana.

Mąż ma dzisiaj wolny dzień, więc postanowiłam skorzystać z okazji i pojechałam sobie na badania do przychodni. Miałam zrobić krzywą cukrową, więc siłą rzeczy musiałam być wcześniej.

O 7.05 przybyłam pod przychodnię, a tam emerytki się licytują, która przyszła pierwsza i która pierwsza będzie do okienka rejestracji. O 7.15 pielęgniarka otworzyła drzwi no i poszli... ruszyli jak w kabarecie. Myślę sobie, że trochę wstyd zginąć zadeptaną przez emerytki w przychodni, więc weszłam ostatnia. Rejestracja do lekarza od 8.00.

Babcie podzieliły się na 2 obozy. Jedne do badań, drugie do rejestracji.
I teraz najlepsze: pielęgniarka pyta kto na cukier z obciążeniem, rozglądam się, wychodzi na to że tylko ja, więc idę pewnym krokiem przez korytarz. Gdyby wzrokiem można było zabić, to nie przeszłabym nawet połowy. w końcu siadam na fotelu, podwijam rękaw, krew pobrana, wychodzę i czekam te 2 godziny. Międzyczasie przewinęło się naprawdę wiele ciekawych osób. Rozmowa 2 madek:

m1: Ja tam moją zostawiam na świetlicy do 15.
m2: Jak na świetlicy? (w naszej szkole świetlica jest tylko dla dzieci rodziców pracujących po okazaniu zaświadczenia).
m1: Normalnie, ja o 13 to obiad w domu chłopu wydaję, to jak mam po nią iść? Normalnie nie idę po nią, to ją wysyła wychowawczyni na świetlicę, nie puści przecież 7-latki samej do domu.
Dalsza rozmowa przebiegała w tonie zachwytu nad pomysłowością mamuśki. Szok w trampkach...

Sytuacja 2. Chwilkę przed 9.00, wchodzi Pani z na oko 5/6 letnim chłopcem. Dziecko pokasłuje, pociąga nosem, na moje oko lekko przeziębiony. I wywiązuje się rozmowa między recepcjonistką, a Panią:

P: Chciałam syna zarejestrować, ledwo się na nogach trzyma.
r: Wolne miejsce do pediatry jest na 15.15. Poproszę o nazwisko i adres.
P: Jak tak późno? Dziecko mi zejdzie z tego świata do tej pory (młody biega w tym czasie po przychodni jak potrzepany).
r: Bardzo mi przykro, ale nie mogę państwa prędzej zapisać, nie ma miejsc.

I tu się zaczęła tyrada pod adresem lekarza, pielęgniarki, rejestratorki i samego Pana Jezusa, że nie zstąpił z nieba i nie uzdrowił zakatarzonego dziecka... Kiedy awanturnica się uspokoiła, rejestratorka zapytała jeszcze raz czy zapisać. Odpowiedź PANI MADKI zagięła czasoprzestrzeń:
- W sumie to on taki chory nie jest, a na 15 to ja na paznokcie jestem umówiona. I wyszła.

Sytuacja 3. Przychodzi moja kolej na pobieranie krwi już ostatni raz. Mam wejść poza kolejką. Zostałam zakrzyczana przez kobietę na oko 35 lat, że ona z dzieckiem czeka, dziecko chorutkie i ona pierwsza musi wejść sobie tą krew pobrać, bo z takim chorutkim dzieckiem to nie można łazić nigdzie, a jeszcze na pewno ktoś na nie nakaszle i będzie po wszystkim... Pielęgniarka nawet wyszła po mnie, ale nie wygrałyśmy z madką z chorutkim dzieckiem.

Edit: Kiedy nie dało się pani nr 3 spacyfikować, to pielęgniarka poprosiła po prostu koleżankę, która pobrała mi krew, a ona sama się zajęła matką z dzieckiem. Nie napisałam wcześniej, bo nie uznałam, że to istotne.

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (183)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…