Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81285

(PW) ·
| Do ulubionych
Tak z okazji minionego dnia Babci i Dziadka.
Moja Babcia zmarła we wrześniu. Kompletnie znienacka, nic jej jakoś szczególnie nie było. Tzn. nowego. Bo nadciśnienie i cholesterol miała od lat 70.
W każdym razie - wstała rano, zjadła śniadanie, wypiła herbatę i umarła. W minutę.

Zostawiła rodzinę w rozpaczy i kompletnym osłupieniu.
Tzn. wszyscy wiedzieliśmy, że babcia kiedyś umrze. Ale żeby TERAZ? Byliśmy przygotowani na to jak trzy razy miała raka. Jak miała zator żylny. Jak miała cztery operacje, przy których za każdym razem nam lekarz mówił, że może się nie obudzić.
Ale żeby tak w taki pospolity wtorek, gdy nic się nie działo?

W każdym razie - zostawiła nas w osłupieniu i rozpaczy. To co działo się później jest właściwie śmieszne - z dzisiejszej, styczniowej perspektywy.

Więc po pierwsze - dziadek został jedynym wdowcem w bloku samych wdów. Tzn. jeśli patrzymy na lokatorów pierwszego rzutu, ale z jego perspektywy. "młodzi" to w tym bloku nie istnieją, tylko mu zastępują w pewnym momencie znajomych.

Więc został jedynym wdowcem w bloku wdów. I jednym z czterech ocalałych samców z całego osiedla. Okazało się, że samce gnieżdżą się w garażu, grają w karty i popadają w alkoholizm. Zaprosili go do swojego towarzystwa. A ponieważ mój dziadek nigdy jakoś szczególnie nie pił, odchorował dwa dni i zaczął okrążać garaże.

Dopadły go wdowy i ruszyły z kondolencjami. No miło, tylko nagle okazało się, że za każdym razem jak go widzą to - jak to określił dziadek - obłapiają go i obcałowują i ileż można. Dziadek zaczął wstawać o piątej i ewakuował się na działkę, żeby unikać obłapiania.

Moja mama zaproponowała dziadkowi, że będzie mu dowozić obiady. Dziadek powiedział, że nie chce, on poza kotami na działce musi sobie z kimś pogadać, musi się ruszać - będzie przychodził do rodziców i do wujostwa.
No i przychodzi od września codziennie. Nosi też pranie i ma sprzątaczkę.

W okolicy połowy października mamę zatrzymała koleżanka z dzieciństwa i w krótkich żołnierskich słowach powiedziała jej, co myśli o tym że opuściliśmy dziadka i o niego nie dbamy. Mama zaczęła się zaklinać i tłumaczyć i okazało się, że osiedlowe wdowy dziadka obserwują. i same mu chciały serwować obiady, tylko go nigdy nie ma. Waliły w drzwi i waliły, bo myślały, że nie słyszy. Aż ta młoda z mieszkania obok coś tam buczała. Nawet myślały że on też umarł, ale zauważono że przestawiają się firanki, więc nie wzywano policji.

Okazało się również, że dziadek jest "ciachem" nie tylko dla ludzi po 80-tce. Stał sobie raz w supermarkecie w kolejce i dopadła go jakaś menelica z dzieckiem. Złożyła mu gromkim głosem kondolencje i spytała się, czy nie potrzebuje kobiety w domu, bo ona oferuje swoje usługi. Przekonywała go całą drogę do kasy i do domu. Następnego dnia też. Głośno i na całą ulicę. Trzeciego dnia dziadek nie wytrzymał i ją trochę zjechał. To mu wysmarował ktoś gównem garaż.

I tak sobie dziadzio żyje. Pewnie tez któregoś dnia umrze nam znienacka. Po prostu nie przyjdzie na obiad.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 103 (133)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…