Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81390

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji tego, że jestem studentką i dopiero teraz łapię oddech po wyczerpującej sesji, postanowiłam opisać jedną z sytuacji. Może nie bardzo piekielne, ale trochę straszne z mojej perspektywy.

Słowem wstępu: mieszkam w akademiku w 3os. pokoju.
Wszystko zaczęło się w Andrzejki, chociaż do tej pory nie mam pewności, czy nie zaczęło się to wcześniej.

Było już późno w nocy, akurat tego dnia obie współlokatorki pojechały do domu, więc byłam całkiem sama. Gdy jesteśmy we trzy, rzadko kiedy zamykałyśmy się na noc. Mieszkamy tu już trzeci rok, znamy niemalże wszystkich, prócz kilku nowych, no i oczywiście średnio wygodnie jest w środku nocy wychodzić do łazienki i robić hałas kluczami w zamku. Jednak kiedy zostaję sama w pokoju, wolę mieć zamknięte drzwi.

Było już grubo po drugiej w nocy, jeszcze rozmawiałam z chłopakiem przez telefon, gdy ktoś bardzo powoli nacisnął na klamkę. Przyznam się szczerze, zmroziło mnie na dłuższą chwilę. Jednak nic po tym nie nastąpiło, nikt nie pukał, nikt nie ponowił próby dostania się do pokoju. Na korytarzu cisza, nie było słychać nawet kroków oddalających się od moich drzwi.

Jakoś zbyłam tą sytuację, w końcu Andrzejki, więc alkohol, ktoś się pewnie pomylił. No tylko tyle, że nie.

Tydzień później, również zostałam sama na weekend i znowu siedziałam do późnych godzin. Tym razem nie tylko usłyszałam charakterystyczne "klik" naciskanej klamki, jak również to zobaczyłam. Szybka decyzja - rano do administracji i to zgłosić, poprosić chociaż by sprawdzili monitoring, w końcu po coś go zamontowali.

Po rozmowie z kierowniczką, dowiedziałam się, że jesteśmy skazani na siebie, niezależnie ile razy takie sytuacje będą miały miejsce, niezależnie od ilości osób, którym się to zdarza. (To nie byłam tylko ja, ale również kilka innych dziewczyn, dokładnie ta sama sytuacja, późna noc i ktoś naciska na klamkę).
Monitoring ma prawo sprawdzić tylko zarządca wszystkich domów studenckich i policja. I zarządca i policja muszą mieć jednak ponoć "podstawy" do sprawdzenia, co oznaczało, że dopóki ten "ktoś" nie wlezie komuś do pokoju, nie buchnie czegoś bądź komuś krzywdy nie zrobi, jesteśmy zdani na siebie całkowicie.

Sytuacja powtarzała się jeszcze kilka razy, aż w końcu łażenie i ciąganie za klamki ustało. Podejrzewam, że człowiek, który to robił najzwyczajniej w świecie robił rekonesans, uczył się ludzi, sprawdzał i się poddał widząc, że pokoje są pozamykane. Bądź przestraszył się tego, że przez wiele tygodni siedziałam do nocy na korytarzu pilnując piętra.
Chyba nikt nie lubi być zastraszany.

akademik

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (162)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…