Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81629

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia z moich lat gimnazjalnych.

Moje gimnazjum uchodziło za jedno z najlepszych w mieście. Tylko właśnie, nikt nie mówił o tym co dzieje się w środku tak naprawdę.

Pominę na razie kwestię nauczycieli samych w sobie i ich podejścia do uczniów, bo to się nadaje na osobną historię, a skupię się na Pani Dyrektor.

Gdy zaczęłam pierwszą klasę gimnazjum, po raz pierwszy zetknęłam się z paleniem papierosów. Byłam zdziwiona, wchodząc po raz pierwszy do szkolnej łazienki i zastając chmurę dymu papierosowego, być może dlatego, że papierosy utożsamiałam z dorosłymi ludźmi, nie z dzieciakami.

Walki z palaczami jakieś tam były. Nie jestem w stanie powiedzieć, jakie, bo sama nie paliłam, nie dotyczyło mnie to. Zaczęło dotyczyć w trzeciej klasie gimnazjum, za sprawą durnej Pani Dyrektor.

Stwierdziła bowiem, że idealnym pomysłem na walkę z palaczami będzie zamknięcie toalet na czas lekcji. Klucz oczywiście miałby nauczyciel. Samo w sobie nie jest to bardzo piekielne, no chyba że trafiasz na nauczyciela, który jest po prostu złośliwy i klucza nie wyda za żadne skarby świata.

Po miesiącu padła kolejna genialna decyzja - zamknięcie toalet również podczas przerw. Drzwi może otworzyć nauczyciel dyżurujący na przerwie na korytarzu lub pani sprzątająca. Nie muszę chyba mówić, jak piekielne to jest? Nauczyciel dyżurujący w mojej byłej szkole to nauczyciel, który nie istnieje przez większość przerwy, a pojawia się pod sam jej koniec i udaje, że był tam cały czas. Nie mówiąc już o tym, że będąc na drugim piętrze znaleźć gdzieś sprzątaczkę i prosić, by poszła z tobą, poczekała aż skorzystasz z łazienki i wyjdziesz oraz zamknęła za tobą to trochę debilna sytuacja. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że przerwy trzeba spędzać latając w poszukiwaniu sprzątaczki czy nauczyciela, a nie na przykład coś zjeść, pouczyć się, pogadać z innymi etc.

Oczywiście, że zgłaszaliśmy to wszyscy rodzicom. Rodzice przeprowadzali rozmowy, odgrażali się kuratorium i… nic.

Najgorszym punktem dla mnie był moment, gdy zaczęłam miesiączkować. Wiadomo, przychodzą momenty, gdzie tę podpaskę zmienić musisz i koniec kropka. Akurat świeżo po chorobie nie ćwiczyłam na wf-ie, więc gdy dziewczyny na 10 minut przed końcem zajęć zostały odesłane do szatni, by się przebrać, ja skorzystałam z okazji, wzięłam rzeczy i sio do łazienki. Łazienka zamknięta, jeszcze trwa lekcja, od żadnego nauczyciela klucza nie dostanę, więc stwierdziłam, że pójdę do sprzątaczek.

- Dzień dobry, czy mogłabym prosić o otworzenie łazienki?
- Po co?

Myślałam, że zacznę krzyczeć. Bo naprawdę, niezależnie, czy idę do łazienki za potrzebą, czy tylko po to, by umyć ręce, czy żeby pogapić się na swoje własne odbicie w lustrze, to mam do tego cholerne prawo, ba, nie muszę się nikomu tłumaczyć z tego, co w łazience robię.

Ja rozumiem walkę z palaczami, tylko co z tego, jak palacze przenieśli się do szatni na wf i palili 20 metrów od wejścia na teren szkoły przy garażach, gdzie z okien pokoju nauczycielskiego byli doskonale widoczni? Nikt nie nasyłał chociażby straży miejskiej na gimnazjalistów przy garażach. Nie, bo najlepiej zamknąć dzieciaki w szkole, bez dostępu do łazienki, niech jeszcze błagają o dostęp do niej i spowiadają się z tego, co tam robią.

Całe szczęście ta idiotka już tam nie pracuje.

gimnazjum

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (195)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…