Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Bezstresowe wychowanie, czy po prostu choroba?

W mieszkaniu pode mną od trzech lat zamieszkuje małżeństwo z dwójką dzieci.
Starsze dziecko - chłopczyk (dla mnie nieznośny bachor) ma 8-9 lat i uczęszcza do szkoły podstawowej.

Rozumiem, że dziecko musi się wyhasać, ale to co wyczynia małoletni potomek sąsiadów woła o pomstę do nieba.

Do jego rodziców nie dociera, iż nie każdy lokator akceptuje galopowanie dzieciaka po mieszkaniu i jego krzyki.

Wczoraj, godzina 18:45.

Mój ojciec spał jeszcze przed nocną zmianą w pracy.

Akurat szykowałam mu kolację, gdy moich uszu dobiegł głośny wrzask z klatki schodowej - właściwie powinnam nazwać to "upiorny ryk".

Jak zapewne się domyślacie źródłem tych dźwięków był pierworodny sąsiadów. W jednej chwili obudził mi ojca i psa, mnie samą przyprawiając o mini-zawał.

Po wejściu do swojego mieszkania, kontynuował przedstawienie tak, że wszystko doskonale słyszałam przez okap kuchenny.

Następnie zaczął rzucać czymś ciężkim, dalej wrzeszcząc.

Nawet nie schodziłam do tych ludzi, bo usłyszałabym znowu, że mam sobie kupić zatyczki do uszu/odwalić się.

Jakieś pomysły? Zbiorowa skarga do spółdzielni? Inni lokatorzy też mają dosyć tego smarka.

__________________________________________

Edit do historii:

Dzieciaka przez te trzy lata widziałam na placu zabaw tylko raz. Na własne uszy słyszałam jak mówi do własnej matki "zamknij mordę", a mamusia się z tego śmieje zamiast dać mu porządnie w dupę za tego typu odzywki.

To tyle, dla tych czepialskich, którzy każą mi kupić dom, etc.

Skomentuj (69) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 154 (228)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…