Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#81840

~OjciecMacieja ·
| Do ulubionych
Do wszystkich ludzi, przeciwnych „Czarnemu Piątkowi”
Problem aborcji eugenicznej to punkt wyjścia do całej sytuacji, bo narodziny chorego dziecka, to dopiero początek.

Aborcja eugeniczna to zawsze dramat i to nie tylko dla kobiety. A co z jej mężczyzną i potencjalnym rodzeństwem – wiecie jaka to trauma tłumaczenie rodzeństwu, że brat siostra jest chory, że nie może być zazdrosne, o to że mu się poświęca więcej opieki, że nie ma się czego wstydzić przed kolegami. Drodzy aktywiści religijnej dysputy – średniowiecze już dawno minęło i kobieta przestała być narzędziem szatana, więc nie osądzajcie jej od czci i wiary, za to że podejmuje tą traumatyczną decyzję.

Niezaprzeczalny fakty są takie, że urodzenie chorego dziecka stawia kobietę i cała rodzinę przed kolosalnym wyzwaniem.
Po pierwsze świadomość, że nosi się pod sercem chore dziecko może doprowadzić do depresji, bo zawsze dobra matka traktuje to jako swoją porażkę – myślenie, że to z jej winy i że to ona zawiodła jest prostym krokiem po diagnozie prenatalnej - nie zawsze tak jest, ale to częste.
Po drugie spłycanie aborcji eugenicznej do zespołu Downa, to obraza dla innych rodzin i schorzeń, o których nie majcie pojęcia, a które tak jak u mojego syna są rzadkie w skali globalnej.
Po trzecie – podtrzymywanie ciąży za wszelką cenę to w niektórych dzieci w brzuchu matki, to wskazywanie w niektórych przypadkach na kilkumiesięczną torturę dziecka i jego rodziny w imię jakiejś ideologii, której rodzina i rodzice mogą nie podzielać. Zwracam Wam uwagę, że zgodnie z prawem międzynarodowym tortury są zakazane. Tyle się ludzie oburzają na Guantanamo, gdzie tortury mają jakiś przynajmniej teoretyczny cel-zniszczenie terroryzmu. Takie narzucanie się z „moim zdaniem” jest jak zamach samobójczy w Berlinie, Nicei czy innym mieście. Terroryści też twierdzą, że znają jedyną i prawdziwą drogę postępowania. A takiej nie ma, bo ilu ludzi, tyle dróg do rozwiązania problemów tego świata. Swoją drogą w Guantanamo powinni uczyć, Ci co stoją pod szpitalem Bielańskim z tymi sławetnymi. Niby nic nie robią (prócz magicznego strażnika, który siedzi w aucie obok), ale pastwią się nad biednymi kobietami, które muszą podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu. Powinni dostać Nobla za torturowanie bez bezpośredniego kontaktu z „skazaną”.

Nie zgadzasz się że mną ok, ale nie osądzaj mnie i nie stawiaj mnie pod ścianą, bo nie znasz wszystkich faktów. Co innego aborcja tzw. eugeniczna, a co innego zwykła. Tą drugą prędzej można określać jako zło, bo jest często jedynym „rozwiązaniem” uchylenia się od odpowiedzialności za swoje czyny.

Skoro jesteście przeciwni aborcji to zacznijcie od podstaw. Zgodnie z nauczaniem kościoła – wszelka antykoncepcja jest zakazana. Skoro jesteście przeciwni zrobienia tego zabiegu w legalnych warunkach, to zróbcie obywatelski projekt ustawy o całkowitym zakazie antykoncepcji. W końcu zanim powstanie embrion, to jego poprzedników jest komórka jajowa i plemniki. Wtedy będzie już kompletne średniowiecze. Dzieci będą się rodzić na potęgę, a ewentualne niechciane ciąże będą usuwać wszelkiej maści szamani, uzdrowiciele i inne oszołomów, bo teraz lekarz, który nie powołuje się na klauzulę sumienia jak prof. Dębski z szpitala bielańskiego to ewenement.

Do wszystkich przeciwnych aborcji!!!
Wiecie jak wygląda opieka nad chorym dzieckiem?
Ja wiem, bo takie mam i to na szczęście w tym całym nieszczęściu w wersji super light.

Mój syn nie ma podpiętych żadnych kabli, rurek, nie ma pozakładanych żadnych konstrukcji na ciele, nie używa wózka inwalidzkiego, porusza się samodzielnie i nie musi leżeć permanentnie w łóżku, bo nie ma bezwładnego ciała.
Walczycie o to by te dzieci się narodziły, bo mają do tego święte prawo. Ma się urodzić, bo to jego naturalne prawo, a potem niech cierpi i niech się rodzice bujają z tym problemem, bo o to co będzie dalej z tymi dziećmi jakoś nie walczycie. Takie myślenie, że końcu spłodzili dziecko to niech się z nim bujają śmierdzi bezdusznością w stopniu totalnym.
Fakty są takie, że ciąg dalszy, co po porodzie już nie jest w kwestii zainteresowania społecznego, lepiej o tym zapomnieć, a na ulicy odwrócić wzrok w drugą stronę.

Ja miałem okazję poznać 2 rodziny, które wymiękły. W jednej rodzice zostawili dziecko w szpitalu i zwiali za granicę, w drugiej urodziły się bliźniaki. Ojciec wymiękł i odszedł od rodziny. Ciężka choroba dziecka tak się zakończyła dla obu rodzin, bo sprawa ich przerosła.

Niestety żyjemy w czasach, gdzie życie i zdrowie ludzkie się wycenia w każdym aspekcie. Tylko nie mówcie, że tak nie jest, bo jest – w końcu NFZ wycenia każdy zabieg, czy nawet ile ma kosztować śniadanie w szpitalu.

Czy wiecie jak wygląda życie rodziców chorego dziecka?

Opowiem Wam.

Maciej miał być zdrowy wg. lekarzy, tylko rozwijał się wolniej. Ostatnie miesiące ciąży żona spędziła na oddziale ciąży zagrożonej. To mi lekarka powiedziała, że jest problem, bo prawdopodobnie mamy syna z nierozpoznaną wadą genetyczną. Żona dowiedziała się ode mnie po paru dniach o tej wiadomości, kiedy już w miarę doszła do siebie. Wiecie co to nosić taki ciężar w sobie, by chronić rodzinę przed tą wiadomością? Nie macie pojęcia i nie życzę Wam tego. Pierwsze miesiące życia Maćka, to określanie co mu dolega i skąd się wzięło. Wynik – Ring chromosomu 15, żadne z rodziców nie jest nosicielem – po prostu chromosomy się źle posklejały, ot przypadek.

Moja żona zrezygnowała z pracy, by poświecić się dziecku. Dostaje zasiłek w ramach opieki- który wzrasta od 5 lat co rok o 100 zł i teraz to jest 1500 PLN i to finito – na tyle Państwo wycenia 24 godzinne poświęcenie matki dla dziecka. Dobre i to bo jeszcze parę lat temu i tego by nie było. Dostaje też zasiłek pielęgnacyjny 153 zł. Co starcza na 3-4 opakowania pieluch. Tyle jest warte pielęgnowanie dziecka wg. Państwa.
Mieliśmy dostać 1200 w ramach 500+, ale rządzonym się odmieniło. Maciek urodził się jako drugi, więc już sienie kwalifikuje do tego

Dostajemy też ulgę transportową przy rozliczeniu rocznym 1000 zł w ramach dowożenia dziecka do lekarzy, na terapie itp. My mamy szczęście bo mieszkamy w Krakowie, ale do szpitala w Prokocimiu, gdzie mógłbym dostać stały meldunek – przyjeżdżają rodziny po pomoc z całej Polski. Tyle pomocy niezależnie, czy dzieciak ma szczęście mieć lekkie problemy, czy jest w ciężkim stanie.

Aaa jeśli chodzi o temat szpitali – to jest przeżycie. Jeśli nie doświadczyliście kilkutygodniowego, czy kilkumiesięcznego pobytu (tak, tak – wiecie, że w szpitalu w Prokocimiu jest szkoła? to tam dzieci się kształcą w trakcie wielomiesięcznych pobytów), to nie wiecie co, to za atrakcja.

Posiedźcie sobie na stołku przez kilkadziesiąt nocy, bo leżak nie zawsze jest dostępny. Część z Was może odwiedziła szpital raz na dłużej, ale miejcie to za stan permanentny, to zrozumiecie co to znaczy. Swoją drogą to paradoks, że w grudniu w markecie budowlanym zlokalizowanym obok szpitalna można kupić leżaki plażowe. Przypadek???

Więcej paradoksów – proszę bardzo:
1. Zgodnie z nowymi przepisami, nie przysługuje mi karta inwalidy, która jeszcze parę lat temu jako rodzicowi dziecka niepełnosprawnego była przynależna z automatu. Wystarczyła zmiana rozporządzenia i mimo, że wożę dzieciaka na rehabilitacje, do szpitali, do przedszkola specjalnego, to już mi się nie należy. Wystarczyła zmiana tekstu rozporządzenia i syn wyzdrowiał-CUD. Nie piszę o tym, że tęsknię za nią, by mi było łatwiej, bo nigdy jej nie chciałem. Uważałem, że inni mają gorzej i nie będę im dla własnej wygody zabierał koperty
2. Jako rodzicowi dziecka niepełnosprawnego przysługują nam darmowe przejazdy komunikacja miejską, ale miesiąc mi zajęło ustalenie z MPK, czy tylko do przedszkola, czy po całym Krakowie. Każdy urzędnik mówił, co innego. Dopiero jak wróciła z urlopu urzędniczka z działu prawnego, to dostałem opinię wiążącą. Przepisy tak są skonstruowane, że nikt nic nie wie.
3. Syn ma orzeczenie czasowe, gdyż wada genetyczna nosi wg urzędników znamiona uleczalności. W jaki sposób nie mam pojęcia. Pewnie nastąpi CUD
4. Tzw. „opieka nad dzieckiem”, gdy jest chore to clu paradoksów. Ponieważ żona nie pracuje, to ona mi nie przysługuje. To nic że drugim dzieckiem trzeba się zaopiekować, gdy matka siedzi z chorym w szpitalu. To nic, że matka też potrzebuje wytchnienia. Skoro siedzi w domu i „nic nie robi”(o tak spotkaliśmy się z takimi opiniami) , to jak będzie w szpitalu 2 -3 -8 tygodni to nie problem, to nic się nie stanie. Niech się zarżnie przy opiece nad chorym dzieckiem po operacji – mąż nie ma jej prawa w tym pomóc (to tak w kwestii przysięgi małżeńskiej "w zdrowiu i chorobie). Jedyne sensowe rozwiązanie – żona w dzień, śpi w domu, a mąż śpi w nocy w szpitalu przez kilka tygodni. Tym samym obydwoje odpoczywają w komfortowych warunkach – żona praktycznie cały czas, czy jest w szpitalu lub w domu – w końcu nic nie robi.Maż odpoczywa śpiąc na leżaku z wyjącą pompą infuzyjną na głową lub zasuwając w pracy.

Tyle możecie się dziś dowiedzieć. Przemyślcie swoje postępowanie i zainteresujcie się tym co się dzieje z chorymi dziećmi po porodzie, bo dla Was nie jest to nośny temat – prościej jest powiedzieć do kobiety przeżywającej traumę – Ty morderco, a nie zastanowić się jakie są powody jej decyzji i jak polepszyć byt już narodzonych i ich rodzin które walczą w dzień, w dzień.

Do tego trzeba takich bojowników o dobre życie jak Anna Dymna, która walczy o już narodzonych, czy Jurek Owsiak, którego dziełem życia jest ulżyć chorym.

A jeśli jesteście przeciwni, by matka i dziecko nie cierpiały lub by skazać ich na wegetacje, to zachowajcie to zdanie dla siebie i nie narzucajcie się z opinią jak terroryści z państwa islamskiego, bo od tego jest krok, by tak jak w USA strzelano do klinik aborcyjnych z imieniem Boga na ustach.

Kraków

Skomentuj (147) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 368 (446)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…