Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Kiedyś miałam współlokatora. Był to przyjaciel mojego chłopaka i mieszkał tak naprawdę po znajomości. Płacił bardzo mało, teoretycznie za pokój, a w praktyce miał całe mieszkanie. My tam bardziej pomieszkiwaliśmy. Ja głównie dojeżdżałam na zajęcia, a więc 2 dni w tygodniu.

Może niektóre z tych rzeczy nie wydadzą wam się piekielne, ale mnie doprowadzały do szewskiej pasji, szczególnie że powtarzały się co i rusz.

1. Nie można było SOBIE kupić dosłownie nic. Czy to mleko, szampon czy dezodorant (tak, babski dezodorant), bo wszystko znikało w niewyjaśnionych okolicznościach. Koleś brał sobie moje rzeczy bez pytania, a upomniany nic sobie z tego nie robił i coś się działo dopiero gdy mój chłopak zwrócił mu uwagę. Wtedy przez chwilę był spokój, a potem znów się zaczynało.

2. Nie jestem jakąś perfekcyjną panią domu, ale pewne granice są. Sterty misek po jedzeniu na półce pod stołem lub na parapecie. Wynoszenie ich do pokoju lokatora z początku przyniosło skutek, ale niestety na krótko.

3. Ściany i firanki pożółkłe od fajek, panele zajechane jak sandały Jezusa.

4. Pomazane po pijaku i nieudolnie odmalowane ściany. Na tyle nieudolnie, że całe mieszkanie było uwalone farbą, włącznie ze stołem i kanapą.

5. Lokator miał na coś uczulenie i nie mógł za nic dociec na co... Okazało się, że nie zmieniał pościeli blisko pół roku.

W końcu czara goryczy się przelała, bo lokator przestał płacić. Został więc przez lubego "wyproszony". Wyniósł się, i owszem, ale zostawił po sobie praktycznie wszystko - buty, ciuchy, brudy w koszu na pranie i stęchłe ręczniki w pralce... Sprzątałam 2 dni i jeszcze dużo przede mną.

lokatorzy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (106)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…