Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82138

(PW) ·
| Do ulubionych
Janusz biznesu, wydanie niemieckie.

Z racji nadchodzącego sezonu letniego, szukam dodatkowej pracy, żeby jak najlepiej wykorzystać brak planów urlopowych i zarobić trochę na boomie turystycznym i wzmożonym ruchu w gastronomii. Oszczędzę opisów mnóstwa śmieciowych, kłamliwych ogłoszeń, na które trafiłam, opiszę tylko jednego "zaradnego" gastronoma.

Duży, stylowy lokal, publika raczej lokalna. Szef luźny, choć dość szorstki gość. Nie było go na moim dniu próbnym, wszystko było ok, choć dość stresująco, zrzuciłam to jednak na karb tego, że w pierwszy dzień jeszcze nie we wszystkim się połapałam i wszystko się ślamazarzyło, bo druga kelnerka musiała mi dużo tłumaczyć. Nieprzyjemnie zaskoczył mnie fakt, że na koniec zmiany odmówiono mi wypłaty godzinówki, choć szef na rozmowie zapewnił, że zostanie mi zapłacone od ręki. Druga dziewczyna tłumaczyła, że skoro nie ma szefa, to ona nie wie, czy może mi wypłacić kasę. Po drugie - podziękowała mi serdecznie za pomoc, wzdychając, że sama by tego nie ogarnęła. Zdziwiona zapytałam:

- No tak, ale przecież ja byłam na dniu próbnym, normalnie pewnie byłby tu drugi kelner, prawda?

Wybałuszyła na mnie oczy i stwierdziła:
- No nie wiem, ja w sumie zawsze pracuje sama...

Sama. Jedna kelnerka na lekką ręką licząc, 180 miejsc. Fakt, że lokal nie był pełen, ale obsłużenie choćby połowy tego to sprawa z góry skazana na porażkę.

Pożegnałam się, z duchu przeklinając swoją naiwność, licząc się z tym, że był to mój pierwszy i ostatni dzień tam i narobiłam się za darmo. Szef jednak zadzwonił następnego dnia, zaprosił na kolejny dzień pracy, zapewnił, że zapłaci mi tym razem osobiście za oba dni. No cóż, postanowiłam dać lokalowi drugą szansę.

Tym razem przypadła mi zmiana poranna. Przyszłam nieco wcześniej z postanowieniem porozmawiania z szefem, przyjrzenia się dokładnie restauracji. Pierwsze co - pracowałam z inną kelnerką, laska była ubrana w brudne ciuchy, miała tłuste włosy. Dostałam brudny, porwany fartuch. Rzuciły mi się w oczy stare, zniszczone sztućce, każdy z innej parafii, brudne solniczki, uwalony bar, laska przecierała stoliki brudną szmatą, którą chwilę wcześniej "myła" usyfione popielniczki.

W okolicy pełno biur, więc od ok. 12 lokal zaczął się zapełniać. Miałyśmy nie tylko ogarniać serwis, ale i bar, kasa zaprogramowana w idiotyczny sposób, który utrudniał znalezienie czegokolwiek. W kuchni jeden kucharz (szef)i laska myjąca naczynia na zasadzie płukania ich w zlewie z brudną wodą. Klienci wk...rwieni, wszędzie burdel, ludzie siadają przy stolikach, gdzie nadal stoją brudne naczynia przy poprzednich gościach, szef drący mordę z kuchni, jakby mógł to jeszcze poganiałby nas batem. Na mnie osobiście wydarł ryja, bo dopisałam do jakiegoś zamówienia, że klient życzy sobie potrawę bez czosnku - dowiedziałam się, że jak klient modyfikuje zamówienie, to mam mu przytaknąć, a kuchni nie zawracać tym głowy. Powodzenia z gośćmi z alergiami. Potrawy wychodziły z kuchni na brudnych talerzach, szklanki z zaciekami albo myte na szybko ręcznie zimną wodą (ciepłej w kranie na barze brak).

Po skończonej zmianie przyszedł czas na rozmówienie się . Zdobyłam się na szczerość i grzecznie poinformowałam, że warunki pracy są dla mnie nieludzkie i, choć może nie jestem kelnerką pierwszej klasy, ale nie mam ochoty odwalać takiej fuszerki. Gościowi szczęka opadła, no bo przecież zapieprz był, ale paaaani, jaki napiwek zgarniesz. Napiwek? Większość klientów wk..rwiona, więc napiwków w dużej mierze w ogóle nie zostawiali. No nie, proszę pana, tak się bawimy, ty mi płacisz za pracę, a mój napiwek to moja sprawa. Stanęło na tym, że pracy nie podejmę. Tu dziad uśmiechnął się szelmowsko i stwierdził:

- Jak już nie przyjdziesz, to czemu mam ci płacić?

- Skoro nie ma pan problemu z niezapłaceniem mi za przepracowane godziny, to pana sprawa. Ja jestem bogatsza chociaż o nowe doświadczenie.

Z łaską wypłacił mi kasę, a kelnerka zaprosiła mnie do rozliczenia i podziału napiwku.

Szef:

- Nie dawaj jej napiwku, ona już nie przyjdzie.

Pozostaje tylko niesmak.

gastronomia

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (159)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…