Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82237

~CallMeKura ·
| Do ulubionych
Dzisiaj to chyba ja byłam bardziej piekielna... Ale do rzeczy.

Sprzątam sobie wesoło punkt w którym pracuję, bo jutro wizyta jaśnie szefostwa. Od tej czynności odrywa mnie telefon służbowy. Okazało się, że to pani powiedzmy Halinka, która zbiera pieniądze na Maciusia czy innego Karolka, chorego na chorobę, której nazwy nie miałam szans zapamiętać. Oczywiście zaraz po moim "Halo?" zostałam zalana potokiem słów, nie zdążyłam nawet wtrącić, że to tylko filia firmy i że z takimi sprawami to do siedziby głównej.

Kiedy Pani Halinka skończyła swoją opowieść o chorobie dziecka i zapytała czy nasza firma wesprze małego, poinformowałam ją, że ja tu nie mam nic do powiedzenia i że może próbować do siedziby, ale wątpię żeby szefostwo przekazało datek. I tu padło pytanie-oskarżenie
- Czy to oznacza, że państwa firma nie wspiera działalności charytatywnej?!
- Z tego co się orientuje to nie...
- Ale jak to? To przecież są ważne sprawy, dzieci chorują, umierają .... (I tak w ten deseń przez chwilę).
- Proszę pani, ja nie mogę się tłumaczyć za pracodawcę, firma nie wspiera i już, a jeśli chce pani więcej informacji, to proszę zadzwonić do siedziby głównej.

Chciałam się wtedy rozliczyć i w piersi się biję, że tego nie zrobiłam. Nie pisałabym wtedy tej historii i nie miała wyrzutów. No ale nie... Jedziemy dalej.

- Ale pani też może.
Ja zonk, nie wiem o co chodzi więc pytam co mogę?
- Datek dać, na leczenie dziecka. Każda pomoc się liczy.
- Nie jestem zainteresowana, przykro mi, miłego dnia...
- Ale jak to? Dla pani to tylko STO czy DWIEŚCIE złotych, a dla dziecka życie.
- Ja rozumiem, ale po pierwsze to nie jest tylko sto, ale aż sto złotych a po drugie nie biorę udziału w tego typu zbiórkach, pomagam w inny sposób.

No i gwoli ścisłości - jeśli chcę pomóc, to pomagam komuś kogo znam. Gdzie widzę czy ta pomoc ma sens. Nie przelewam pieniędzy na Adasia, którego zobaczę w telewizji, bo go nie znam i nie wiem czy pieniądze trafią do niego. Ale wracając...

- No, ciekawe w jaki sposób pani niby pomaga... Wy młodzi przewalacie pieniądze na imprezy, papierosy, narkotyki, a dziecku żałujecie na leczenie!
- Ale to chyba moja sprawa na co ja wydaje moje pieniądze...
- Ciekawe czy by pani była taka mądra, jakby o panią chodziło?

No i mnie tąpnęło...

- Wie pani co... Nie tylko dzieci chorują. Dorośli ludzie też chorują. Ja też choruję. Może nie przeszkadza mi to w normalnym życiu aż tak bardzo, ale będę leczyć się do końca życia i tanie to nie będzie. Więc wolę wydać te pieniądze na swoje leczenie, niż na dziecko, które nie wiadomo jak długo jeszcze przeżyje...
- Jak pani tak może w ogóle mówić?!
- Może trzeba pozwolić selekcji naturalnej działać, zamiast hodować roślinki albo wyrzucać grubą kasę na dziecko, które zaraz umrze. (I tego zdania się wstydzę, i za to zdanie bije się w piersi).

Rzuciłam słuchawką, bo pani wyprowadziła mnie z równowagi na całego. Nie lubię jak ktoś na mnie coś wymusza, jakby pomoc była obowiązkiem. Ale i tak mam wyrzuty sumienia, za to co powiedziałam. Tak się nie powinno mówić, ale z drugiej strony... Czy to nie prawda?

Pomoc działalność charytatywna

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (223)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…