Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82282

(PW) ·
| Do ulubionych
Może pamiętacie, jak w jednej z poprzednich historii wspomniałam, że niedawno dowiedzieliśmy się, że moja "teściowa" ma raka. Cóż, choroba postępuje, niestety są przerzuty na trzustkę, wątrobę, węzły chłonne...

Parę dni temu stwierdziliśmy, że potrzebujemy wózka inwalidzkiego (teściowa nie daje już rady poruszać się o własnych siłach, a wózek byłby ogromnym ułatwieniem). Wiem, że można złożyć odpowiedni wniosek do NFZ, jednak, znając realia czasowe, stwierdziliśmy, że kupimy/pożyczymy wózek na własną rękę.

Przejrzeliśmy kilka ofert internetowych, ja napisałam też post na swoim Facebooku. Następnego dnia przypomnieliśmy sobie, że wujek mojego P. kiedyś poruszał się na wózku (po jakiejś operacji). Dzwonimy do niego. Wujek powiedział, że owszem, wózek schował do piwnicy, i że może sprzedać za symboliczne piwo. Z tym, że nie ma go teraz w okolicy (urlop) i żeby podjechać do jego domu, tam jest syn (powiedzmy K).

I w tym momencie kolejny raz przypominam sobie powiedzenie, że z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

Podjeżdżamy pod dom wujka. Wychodzi K. Nakreślamy mu całą sytuację i przypominamy słowa wujka. K. tylko pogardliwie prychnął i stwierdził, że jego ojciec jest naiwny, i że może nam ewentualnie sprzedać ten wózek. Dobra, nie będziemy się sprzeczać. Nadszedł moment oględzin wózka.

Rączki zdezelowane, siedzenie zapadnięte, w fazie nadgnicia (pewnie przez piwnicę) i przedziurawione. Uchwyty przy kołach zardzewiałe. Opony bez powietrza. Ogólnie cud, że to jeszcze jakoś się trzymało.

Ile K. chciał za ten złom?

550 zł. I ani złotówki mniej.

Wyśmialiśmy go, pojechaliśmy do pobliskiej miejscowości, gdzie ojciec mojej koleżanki sprzedał nam praktycznie nowy, bez śladów użycia wózek za 100 zł.

Rodzina

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (175)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…