Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82497

(PW) ·
| Do ulubionych
Znowu praca. Durne wykorzystywanie władzy, żeby tylko wnerwić pracownika.

Tytułem wyjaśnienia: pracuje już ładnych kilka lat w organizacji rządowej w dziale opieki. Organizacja jest spora, ma pod sobą kilkadziesiąt przeróżnych serwisów, hospicja, stałe bądź tymczasowe domy opieki, domy dla ludzi upośledzonych itd. można wymieniać.

Ponieważ mieszkamy za granicą i nie mamy w pobliżu żadnej babci, cioci czy kogokolwiek kto mógłby nam choć troszkę pomóc, po urodzeniu pierwszego dziecka wystąpiłam do kadr o zgodę na elastyczne godziny pracy, żeby połączyć pracę z opieką nad dzieckiem. Zgodę otrzymałam.

Mój mąż ma nieruchome godziny pracy, więc "ruchoma" musiałam być ja. Przedstawiłam swojej ówczesnej szefowej grafik męża, a ona dała mi przeciwne zmiany (gdy mąż robił ranki, ja robiłam popołudniówki, mąż ma weekendy wolne, więc ja mogłam w tym czasie robić nocki...)
Serwisy 24-godzinne, więc nie było problemu. I tak sobie pracowaliśmy przez ponad 5 lat. W międzyczasie urodziłam drugie dziecko, później pracowałam na innych serwisach i też nie było problemu.

Półtora roku temu przeszłam na nowy serwis i przez ponad rok wszystko było ok.
W styczniu dostaliśmy nową szefową. W marcu wezwała mnie do siebie i tak sobie pogadałyśmy:

(sz) Przykro mi KukuNaMuniu, ale jako serwis nie jesteśmy w stanie zapewnić ci dłużej elastycznych godzin.
(ja) Dlaczego?
(sz) Po prostu nie mamy zmian.
(ja) Pracujemy 24 godziny, dostępne są ranki, popołudniówki i nocki. Jak nie ma zmian?
(sz) Po prostu serwis nie jest w stanie tego zapewnić. Mimo wszystko potrzeby serwisu są najważniejsze. Będziesz musiała znaleźć dzieciom przedszkole.
(ja) Dobrze wiesz, że jeśli będziemy z mężem pracować popołudniówki, będziemy w domu ok 23. Żadne przedszkole nie jest otwarte tak długo. Będę musiała poszukać innej pracy.
(sz) Na pewno coś wymyślisz.
(ja) A skoro potrzeby serwisu są takie ważne, to jak poradzicie sobie z nagłą utratą pięciu pracowników?
(sz dostała duże oczy) Jak to pięciu?
(ja) Oprócz mnie, umowę na elastyczne godziny mają jeszcze cztery dziewczyny. Pewnie też będą musiały odejść.
(sz) Och wiesz, ja naprawdę staram się wspierać pracowników, długo patrzyłam w grafik i szczęśliwie dziewczynom udało się dopasować zmiany.
(ja) Mam rozumieć, że u wszystkich zostaje jak było oprócz mnie? (już mi porządnie gul skoczył).
(sz) No tak wyszło, bardzo mi przykro.

Wstałam, bo czułam, że jak zostanę w biurze chwilę dłużej to jej przywalę.

(ja) Wracam do pracy. Porozmawiamy jeszcze o tym.
(sz) Ale nie ma o czym rozmawiać, ja już podjęłam decyzję.
(ja) Muszę się poradzić. Jak się poradzę, to porozmawiamy.

Gdy wychodziłam z biura, rzuciła mi się w oczy czerwona twarz szefowej.

Tanio skóry nie sprzedam. Następnego dnia, jak trochę ochłonęłam, zadzwoniłam do kadr. No im w sumie przykro, no w sumie niewiele mogą zrobić, bo one zgody podpisują, a w sumie to zależy od menadżera....
No to skontaktowałam się ze związkami. Oczywiście że mam rację, oczywiście że to niesprawiedliwe, że tylko ja poszkodowana, oczywiście że trzeba walczyć, ale oni teraz prowadzą ileś-naście spraw i naprawdę nie mają mi kogo przydzielić...

No to ostatnia deska ratunku. Zadzwoniłam do znajomego, który kilka lat wcześniej pozywał swojego pracodawcę (i szybko wygrał) po namiar do swojego prawnika. Koleś ma opinię ostrego i dobrego. Zadzwoniłam, umówiłam się na rozmowę, porozmawiałam. Prawnik powiedział, że jeśli będę zmuszona odejść z pracy to pozywamy i na 99% wygrywamy. A na razie to on napisze list. I napisał. Dużo prawniczego bełkotu, ale sens był taki, że on prosi o wyjaśnienie na piśmie całej zaistniałej sytuacji, co, jak i dlaczego. I trącił także dość wrażliwy temat, poprosił o jasne wyjaśnienie dlaczego z całej piątki dziewczyn TYLKO Polka została poszkodowana (reszta lasek to Szkotki).

Na odpowiedź nie musiałam długo czekać. Muszę dodać, że list nie został wysłany na adres mojego serwisu, tylko na główny adres mojej firmy. Przeszedł przez główny sekretariat i wyższe szefostwo. Tydzień później zostałam wezwana. Szefowa czerwona jak burak ma do mnie pretensje, że ma problemy, bo George (szef wszystkich szefów) się wkurzył.

(ja) Ale nie dałaś mi wyboru.
(sz) Mogłaś przyjść porozmawiać.
(ja) Mówiłaś, że nie mamy o czym.
(sz) Twoje elastyczne godziny zostają. Wygrałaś. Wracaj do pracy.
(ja) Przecież mogłaś się spodziewać, że się będę bronić

Wygrałam. Ale sensu w tym za grosz.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 288 (302)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…