Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82540

(PW) ·
| Do ulubionych
O przeroście formy nad treścią czyli: "jestem bogata i macie mi służyć".

Jakoś tak się składa, że w życiu spotykałam tylko żeńskie jednostki wspomnianego powyżej typu, choć nie mam wątpliwości, że męskie zapewne też istnieją.

1. Recepcja LUX MED.

Wyszłam z synkiem od pediatry z zaleceniem zapisania się na kolejną wizytę. Podchodzę zatem do recepcji i czekam na swoją kolejkę. Przede mną jedna osoba – ONA. Obwieszona złotem, wystrojona jak szczur na otwarcie kanału, na szpilkach dorównujących poziomowi jej ego. Siada i żąda. Nie ma możliwości wyznaczenia terminu badania jej dziecka w żądanym przez nią terminie. „Ale jak to? Czy pani wie, jakiej wysokości abonament ja płacę? Ja płacę i ja wymagam!”. I tak dalej w ten deseń. Sytuacja rozwija się, dziewczyna w rejestracji dwoi się i troi, Złotobiżuteryjna nakręca się coraz mocniej, grozi kierownikiem, dyrektorem (mniemam, że tej placówki) swoim mężem („pani nie wie, kim on jest!”). Nade wszystko nienawidzę wyżywania się na Bogu ducha winnych istotach, które nie mają możliwości się bronić w danej chwili (kasjerki, pracownicy handlu i usług czy właśnie recepcjonistki-rejestratorki). Widzę, że dziewczynie w recepcji zaczynają drżeć ręce i usta, i nie wytrzymuję. Powiedziałam babsku krótko:
- Ta pani nie może powiedzieć, co o pani myśli, ale ja mogę!
I powiedziałam. Do dziś czekam na obiecany mi proces sądowy, bo mąż Złotej jest „znanym, warszawskim prawnikiem! I ona już mnie urządzi!”

2. Wyjazd dzieci na Zieloną Szkołę.

Zbiórka o 5:45 rano, wyjazd o 6:00. Daleka droga, stąd wczesna godzina. Pojawiam się z synem 5:40, autokar podstawiony, większość dzieci już jest, nauczyciele również. O 6:00 wszystko gotowe do wyjazdu. Bagaże zapakowane, dzieci wycałowane i pousadzane w autokarze już radośnie zaczynają wyciągać komórki. Odjazd! Ale ale! Nie! Brak jednej dziewczynki. Trzeba czekać. Może korek? (O 6 rano? No, jeśli spoza miasta, to może i tak). Generalnie: o 6:40 podjeżdża LEXUS NX i wysiada z niego Księżniczka (nie mam na myśli dziecka!). Powolutku, z namaszczeniem, Księżniczka wyciąga jeden po drugim pakuneczki córki i obie dostojnie suną do autokaru z minami takimi, jakby oczekiwały podziękowań i oklasków, że raczyły się pojawić (nie mam nic do dziecka, żeby nie było! Mała nie jest, moim zdaniem, niczemu winna). Księżniczka całuje córeczkę, macha na pożegnanie i sunie z powrotem do swojego Sokoła Millenium. Ani przepraszam, ani dziękuję, ani kukuryku. Ot, nasze szczęście, że raczyła się pojawić.

3. Lekcja WF w szkole podstawowej.

Lekcja WF, jaka jest, każdy wie. Dzieci biegają, skaczą, robią przewroty itp. Zakaz jakichkolwiek naszyjników, wiszących kolczyków (tak, tak, i w podstawówce się zdarzają) i tym podobnych elementów biżuterii, które mogą wyrządzić dziecku krzywdę podczas aktywności fizycznej. Mało tego, o zgrozo! I zegarki trzeba zdejmować i deponować u nauczyciela. I pewnego dnia u pana dyrektora pojawia się oburzona Królowa-Matka. Ale jak to? Jakim prawem jakiś „niedoważony wygibasiorek” czyli nauczyciel WF śmie żądać od jej Córeczki zdejmowania złota na lekcję! Dziecko nosi złote kolczyki niemal do ramion (też bym takie chciała! No, ale ja już na WF daaaawno nie chodzę), złoty naszyjnik i pięć pierścionków. I ten (tu wstawcie dowolny epitet, najbardziej obelżywy, jakie znacie) nakazuje jej Córeczce zdjęcie tego na czas lekcji WF! A jak zginie! A pan wie, ile to kosztowało?! Pan w pół roku tyle nie zarabia!

Na argument, że podczas ćwiczeń kolczyki mogą porozrywać małej uszy, a naszyjnik może ją zwyczajnie udusić, Królowa miała jeden argument:
- To wy odpowiadacie za bezpieczeństwo mojego dziecka w waszej szkole!

Bogactwo ach bogactwo

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (174)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…