Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#8267

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pół roku prowadzę działalność gospodarczą. Jako że mieszkam w okolicach Białegostoku to obsługuje Podlasie i dość bliskie sąsiedztwo tegoż województwa. Jednak że trzeba cały czas się rozwijać, postanowiłem że zatrudnię trochę na lewo ojca który, pracuje w podobnej branży i jeździ na innym terenie niż ja, zawsze odchodzi mi ZUS i koszty samochodowo-paliwowe. Jako że swój towar trzeba dowieźć do klienta to takie rozwiązanie wydawało mi się najlepsze.

Właśnie z klientem ojca był problem. Tata handluje na terenie Pomorza, Wielkopolski i Kujaw i właśnie na Kujawach zdarzyła mi się dość nie przyjemna sytuacja. Ojciec znalazł mi punkt pod Bydgoszczą, nie będę pisał nazwy sklepu ani dokładnej lokalizacji. Facet wydawał się normalnym klientem, raz kupił towar za gotówkę, drugi raz także, za trzecim razem kiedy mój ojczulek zajechał, facet nabrał towaru na sporą jak dla mnie kwotę 1300 zł. Jednak tym razem poprosił o zapłatę przelewem. Jako że mamy w zwyczaju takiemu klientowi oferować miesięczny okres spłaty. Przecież nie było problemu z poprzednimi fakturami, ojciec szczęśliwy, że zrobił dość dużą sprzedaż jak na mój asortyment (sprzedaje akcesoria meblowe), wrócił do domu. Minął miesiąc, klient się nie odzywa, nie bierze towaru, wiec czekam tydzień, drugi, przelewu nie ma. Dzwonię do mego rodzica i mówię żeby zajechał i zapytał co z pieniążkami. Zawsze jak ktoś jest miły, spłatę można rozłożyć na raty.

Z relacji ojca wynikało coś takiego:
[T]- tata
[K]- klient
Krótka wymiana uprzejmości, rozmowa o biznesie żeby trochę zejść z tematu (zabieg marketingowy) jednak trzeba wejść na właściwe tory i Tata zaczyna rozmowę:
[T]-Byłem u pana półtora miesiąca temu i sprzedałem panu dość sporą ilość towaru, jednak nie uregulował pan należności, a już jesteśmy ponad 2 tygodnie po terminie, więc być może chciałby pan uregulować należność?
[K]-Ale jaką należność? Toż ja od pana nic nie brałem. Nie mam pańskiego towaru. – Z głupią minką.
[T]-Nie brał pan? Dziwne, toż stoimy przy towarze naszej firmy. To jak to możliwe że pan nie ma naszego towaru? - Pokazuje ojciec na stojak przy kasie z naszym towarem i nalepką na stojaku jak wół z logiem firmy.
[K]-Ale to nie jest od was towar, ja to wziąłem od innego przedstawiciela!
[T]-Tylko, że nasza firma ma dwóch przedstawicieli, mnie i jeszcze jedną osobę (chodzi o syna) - tato już wkurzony.
[K]-To ja wziąłem towar od tego chłopaka i mu tylko będę płacił. - Z wyrazem tryumfu na twarzy.
[T]-Czy mam w takim razie pokazać panu ksero faktury na której jest moje i pańskie nazwisko.
Chyba już się zreflektował i przeszedł na inną strategię.
[K]-A już pamiętam, te pieniądze już dawno wysłałem przelewem. Musicie mieć dobry burdel w papierach, skoro jeszcze nie otrzymaliście przelewu. - Powiedział z dumą w głosie.
[T]-Nie sądzę proszę pana, że mamy burdel w papierach, skoro wczoraj jeden z klientów wysłał przelew i jakoś dzisiaj już mamy pieniądze na koncie, więc proszę tutaj nie mówić o burdelu w papierach, co najwyżej pan nie zrobił przelewu albo sam ma pan burdel. - Ojciec już mocno wpieniony.
[K]-To, to... wina banku, ja zrobiłem ten przelew. - Znowu myśli że tryumfuje.
Jako że ojciec nie od dzisiaj działa w branży, spokojnie mówi:
[T]-Jeżeli zrobił pan przelew, to proszę wydrukować potwierdzenie z konta bankowego, bo znając życie ma pan rachunek także z dostępem przez Internet, można wydrukować takie potwierdzenie, jeżeli jest to pójdziemy do banku i wszystko się wyjaśni.
Facet myśli, myśli i wymyślił.
[K]-Ale ja tu nie mam Internetu i nie mogę od tak od ręki tego potwierdzenia wydrukować.
Tato wkurzony, widzi że facet kłamie, bo stojąc niedaleko kas widzi, że kasjerka siedzi na Internecie i czyta Onet.pl. Poddał się i powiedział.
[T]-Jako, że mamy początek tygodnia i ja dopiero wyruszam w trasę, to wracając zahaczę o pana sklep i da mi pan te pokwitowanie.
Facet z ulgą w głosie żegna się i mówi że na pewno będzie.

Ojciec wracając zajeżdża do sklepu, wchodzi i pyta czy jest kierownik. Ekspedientka mówi, że nie ma. Pyta czy nie zostawił pokwitowania bankowego. Kasjerka na to z szyderczym uśmiechem, że szef nic nie zostawiał i powiedział ,że nie chce pana towaru, proszę go wykupić. Jako, że na stojaku zostały dosłownie resztki na góra 200 zł. Powiedział, że nie wykupi towaru póki sklep nie ureguluje należności co do firmy. Obrócił się na pięcie i wyszedł.
Zajeżdżał jeszcze dwa razy, jednak za pierwszym razem tuż przed nosem drzwi zamknął mu kierownik i wywiesił kartkę 'inwentaryzacja' na początku marca. Za drugim razem sklep także został zamknięty tuż przed nosem mego ojca i klient śmiał się do rozpuku. Ojciec wkurzony zadzwonił na Policję, jednak kiedy pod sklep zajechał radiowóz, kierownik schował się wraz z ekspedientką i funkcjonariusze nic nie mogli zrobić.

Także ja próbowałem dzwonić, jednak pewnie większość z was domyśla się jak to wyglądało. Oto jedna rozmowa:
[J]-Ja
[K]-klient
[J]-Dzień Dobry, dzwonię z firmy xxx. Chciałbym się dowiedzieć co będzie z naszymi pieniążkami? Zalega pan już ponad 2 miesiące, a tych pieniędzy ani widu ani słychu.
[K]-I ku**a bardzo dobrze, chu**wa jesteście firma to i ch*j nie pieniądze dostaniecie. Hahahahaha!
[J]-Trochę kultury, będę musiał zgłosić sprawę na Policję i jak będzie trzeba pójdę do sądu, po moje pieniądze.
[K]-Jakie ku**a twoje? Masz je, że tak gadasz? Hahahaha! Zgłaszaj sobie i tak mi tego nie udowodnią, nie mam faktury i gówno mi możesz zrobić. Hahahaha!
[J]-Tak pan myśli? Ale ja mam kopię tej faktury i mogę z nią iść na policje.
[K]- Gówno możesz! Hahaha! Nie zapłacę i ch*j. Nara!

Postanowiłem sam się pofatygować do tego pana. Wsiadłem w osobowe auto i zabrałem kolegę, z którym razem chodzimy na siłownię, a trzeba wam wiedzieć że do najmniejszych nie należę. 190cm wzrostu i ponad 4 lata regularnego treningu na siłowni przyniosło swoje, karkiem nie jestem, jednak jak to się mówi jestem dobrze zbudowany. Przyjechaliśmy w sobotę tuż przed zamknięciem, godzina 13:45. 15 minut do zamknięcia, najpierw wchodzę ja, odszukuje gbura, mały gruby 30-40 latek. Ja 22 wiosny, więc różnica duża. Podchodzę i mówię, że jestem zainteresowany około 100m2 paneli, do tego jakieś mebelki. Bo tym handlował ten jegomość. Facet widzi, że może zbić interes. Zaprasza mnie do biura. Kiedy udawałem się na zaplecze wszedł mój „większy” przyjaciel. Facet pyta czy kawy czy herbaty, ja natomiast rozejrzałem się po pomieszczeniu i zauważając, że kamery tutaj nie zainstalował, mówię z grubej rury.
[J]-Ja
[K]-Klient
[J]-Teraz przejdźmy do rzeczy, płacisz czy robimy małe przemeblowanie?
[K]- Ale o co chodzi? - Mówi przestraszony.
[J]- Nie płacisz faktur, to przyjechałem osobiście, jeżeli nie znajdą się pieniądze za fakturę firmy xxx w ciągu 5 minut, to ciekawe jak długo ta buda postoi.
[K]- Co? Jaka faktura?
[J]- Ta, co krzyczałeś przez telefon że nie zapłacisz. Nie wiem czy wiesz, że Boris w sklepie to też mój człowiek. A on niszczyć lubi. Płacisz czy nie? Bo widzisz, my mamy z tym panem taki układ - on z nami handluje, dobrze handluje. Daje niższą cenę za pewne przysługi. A taką przysługą może być taki mały gruby frajer, który myśli że jest cwaniakiem.
[K]-Ale o co chodzi? Kim pan jest? - Zapytał przerażony.
[J]-Tak wolno móżdżek ze strachu pracuje, że nie wiesz o co chodzi? Ku**a, jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Chyba tak u was się mówi. Tak? Czy ty dalej nie rozumiesz z kim rozmawiasz? Przeliterować B-A-L…
[K]- Ile?! Ile mam płacić?
[J]- 1300 za fakturę i za fatygę 300, czyli razem?
[K]- Razem 1600, masz i idźcie sobie już. Proszę.
[J]- Następnym razem takich jaj nie rób, bo wiesz co może się stać. Na razie.

Udałem Białorusina bo taki był plan. Facet od tego czasu (brał na razie raz towar) płaci w gotówce i zawsze ma, jest bardzo kulturalny.
Wiem że postąpiłem nieetycznie i w ogóle źle, ale czasem trzeba tak postąpić, żeby odzyskać pieniądze, które są twoją własnością, a chamstwo i cwaniactwo trzeba tępić.

Z Podlaskiego

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1082 (1324)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…