Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Jestem kierowcą. W pracy jeżdżę samochodem dostawczym o ładowności 12 europalet.

Zjechałem dzisiaj z 4-tygodniowej trasy po Niemczech i niemal natychmiast po przekroczeniu granicy pożałowałem, że nie zostałem tam jeszcze kilka dni. Dlaczego? Już wyjaśniam:

1. Kultura jazdy.
Każdy, kto był na zachodzie wie, jak długie potrafią być korki. Owszem, jest to powód do lekkiego zdenerwowania (zwłaszcza jak gonią terminy). Wszyscy jednak cierpliwie stoją, plując sobie w brodę, że nie pomyśleli i nie objechali korka drogą landową.
W Polsce sytuacja wygląda tak: "zatwardzenie" w jednym z miast, nawet niezbyt długie. Z przeciwka ruch odbywa się normalnie, więc co robi idiota w BMW z dziurawym tłumikiem? Z końca korka, jakieś 700-800 m, zjeżdża na przeciwny pas i zap***dala do przodu, BO PRZECIEŻ JEMU SIĘ SPIESZY. Samochody z naprzeciwka (w tym jeden ciągnik z naczepą, zwany mylnie tirem) zjeżdżają na pobocze, balansując na krawędzi rowu, żeby nie spowodować wypadku.

2. Kultura samych kierowców.
Auto dostawcze jest trochę dłuższe niż przeciętna osobówka, w związku z czym niektóre manewry wymagają więcej miejsca. Zawracanie "na 3" jest czasem niewykonalne, i zawraca się nawet "na 6".
Niemieccy kierowcy, widząc taką sytuację, zatrzymują się w bezpiecznej odległości, niektórzy nawet włączają awaryjne, wysiadają i podchodzą z pytaniem, czy może pomóc, bo wiedzą, że cofam tylko na bocznych lusterkach i mam dość ograniczone pole widzenia (kamerki cofania szef jeszcze nie kupił :p).
Polskie buraki nie dość, że próbują się w takich sytuacjach przeciskać przed/za dostawczakiem, to jeszcze dają koncert instrumentalno-wokalny, trąbiąc klaksonami i rzucając ku*wami aż uszy więdną. W ekstremalnych przypadkach staną w poprzek drogi, wysiądą i zaproponują szybkie rozwiązanie problemu: "jak ci zaraz j**nę, to się k***a nauczysz jeździć!"

3. Pomaganie sobie nawzajem.
W Niemczech, nawet jeśli kierowca jest doświadczony, jak wyprzedzi zestaw - kierowca większego da mu znać światłami drogowymi, że jest wystarczająco daleko przed nim, żeby bezpiecznie wrócić na prawy pas. Tę niepisaną zasadę coraz częściej stosują też kierowcy osobówek (wyjątkami są typowe Hansy z wąsem, najczęściej w drogich samochodach, którzy za punkt honoru obrali sobie to, żeby bus na polskich blachach ich nie wyprzedził; jedzie taki 80km/h, jak się go próbuje wyprzedzić, to nagle odkrywa, że pedał gazu można wcisnąć głębiej i nie ma możliwości zjechania na określony przepisami prawy pas).
W Polsce dla odmiany kierowcy chyba mylą prawą stronę z lewą. Wyprzedzam zestaw, utrzymując bezpieczną odległość, włączam kierunkowskaz i, gdybym drugi raz nie spojrzał w prawe lusterko - ja miałbym skasowaną pakę, a debil z escorta byłby wkomponowany w barierkę (jechałem z ładunkiem, więc byłem znacznie bardziej stabilny niż on).
Z opowieści innych kierowców wiem, że nie byłem w takiej sytuacji jedyny, to jest nagminne.

4. Łamanie przepisów (tutaj będzie krótko).
Niemcy: "jadę przepisowo, bo jak to, kurła, okupantowi mam jeszcze mandaty płacić?”.
Polska: "hłe hłe hłe, w domu jestem, co się będę pier… patyczkował - grzeję przez miasto, ile fabryka dała! A znaki? Nastawiali tego g***na, to niech se sami przestrzegajo!”.

Sam nie jestem święty, czasem zdarzy mi się przycisnąć. Ale ludzie, proszę Was: myślcie, to nie boli.

transport

Skomentuj (40) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (140)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…