Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82714

~Wszpilkach ·
| Do ulubionych
Trzy lata temu mąż kupił sobie lepszy samochód, stary przypadł mnie, ale "w papierach" został na męża. I od tych trzech lat jeżdżę regularnie. Do pracy, "na miasto", do lekarza, do rodzinnego miasta. Piszę to, by było jasne, że nie jestem kierowcą jednej trasy. Jeżdżę prawidłowo, boję się mandatów (nie lubię wydawać pieniędzy), więc przestrzegam (w miarę) przepisów, często kogoś gdzieś podwiozę, bo lubię jeździć z towarzystwem, i każdy jest zadowolony, nikt nie wychodzi z auta blady czy zemdlony ze strachu.
Jedyna osoba, której wręcz nienawidzę mieć na miejscu pasażera to mój mąż. Unikam więc wspólnych tras, ale czasami się zdarza, że go wiozę. A wtedy od samego wejścia do auta:

1. co tak trzaskasz tymi drzwiami, delikatniej (nie uważam, że trzaskam);
2. co masz tak fotel ustawiony, przesuń go sobie (argumenty o mojej wygodzie jak grochem o ścianę);
3. czemu tak na maksa wyjeżdżasz do tyłu? (to przy wyjeździe z miejsca parkingowego). Skręcaj już sobie szybciej (wyjeżdżam i skręcam, gdy uważam to za stosowne);
4. co tak ciepło tu masz? odpal sobie nawiew (i macha mi łapami przy pokrętle, kiedy ja lubię jak mi ciepło);
5. po co tak blisko dojeżdżasz do skrzyżowania? pojedzie jakiś de.bil blisko prawej krawędzi i ci przód zahaczy;
6. co tak daleko stajesz od skrzyżowania? szkoda marnować tyle miejsca;
7. dlaczego jedziesz tak blisko lewej krawędzi? pojedzie ktoś jeszcze z naprzeciwka tak blisko i się zahaczycie lusterkami (jadę środkiem);
8. co ty jedziesz tak blisko prawej krawędzi? zahaczysz o krawężnik (nadal jadę środkiem);
9. no włącz sobie wycieraczki, nic nie widać przed przednią szybę (ja widzę);
10. ale po co już hamujesz?;
11. hamuj!!!

Piątkowe popołudnie. Mąż miał umówiony jakiś firmowy obiad pod miastem. Wiadomo było, że popije. Poprosił, bym po niego przyjechała, bo taksówki to za dużo kosztujoo (Ubera nie mamy). Wsiada, ruszamy i zaczyna się litania. - A czemu już czwórkę wrzucasz? (bo uważam, że już należy wrzucić czwórkę). - No weź sobie spuść klapkę, bo słońce świeci w oczy (mi nie świeci). Dojechaliśmy do średnicówki, ruch jak diabli, chcę się skupić, a ten mi truje.

Po którymś z komentarzy pękła mi żyłka. Wyczekałam w miarę bezpieczny moment i na środkowym pasie zatrzymałam auto. Wyciągnęłam kluczyki ze stacyjki, cisnęłam je w trawę na pasie zieleni i najzwyczajniej w świecie sobie odeszłam, nie zważając na krzyki męża. Chciał za mną wybiec, ale nadjechały inne auta i go wytrąbiono. Nie oglądałam się za siebie, nie wiem, co zrobił. Zostawiłam go w jego aucie, podpitego, bez dokumentów. Do domu wrócił dwie godziny później. Jak sobie poradził, nie wiem. Nie mówił, nie pytałam. Milczał przez trzy dni. Przez kolejne tylko burczał, po tygodniu odzyskał mowę, ale do sprawy nie wrócił.
Piekielne? Piekelnie skuteczne ;)

w samochodzie

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 182 (238)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…