Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82716

(PW) ·
| Do ulubionych
Moi rodzice, dość starsi ludzie (oboje po 70-tce) mieszkają w odległej od mojego miejsca zamieszkania dzielnicy Warszawy. Pomimo zaawansowanej dorosłości jestem z nimi bardzo zżyta.

Wczoraj dzwonię do mamy, jak do dzień czy co drugi dzień, aby powiedzieć co słychać u mnie i synka i dowiedzieć się, co u nich. Rozmawiamy i słyszę pewne napięcie w głosie mamy. Pytam wiec wprost „Mamuś, co się dzieje?” I słyszę: „A bo wiesz, tu u nas chyba jakaś bomba czy coś takiego w śmietniku, bo przyjechała straż pożarna, mnóstwo policji, ogrodzili wszystko czerwoną taśmą i nikogo nie wpuszczają, nie wiadomo co się dzieje”.

Zaniepokoiłam się. Zaoferowałam się, że podjadę po nich i zabiorę ich do nas, ale mama mówi, że chyba na razie nie trzeba, jakby zarządzili ewakuację to zadzwoni itp.

Dzwonię po godzinie. Sytuacja bez zmian. Odpowiednie służby grzebią w zagrodzonym śmietniku. Pomyślałam, że to pewnie nie bomba, bo już byłaby ewakuacja. Zapewne (to straszne!) znaleźli zwłoki lub ich kawałki. Smutne.

Dzwonię po kolejnej godzinie. Straż już odjechała. Policja właśnie zbiera się do odjazdu pozostawiając taśmy ogradzające śmietnik.

Co się okazało? Ano, okazało się, że ktoś mądry (albo raczej „mundry”) pozbył się jakichś niebezpiecznych, chemicznych substancji, wyrzucając je po prostu do śmietnika - jeden śmietnik jest na kilka bloków (zatem osobnik nie do wyśledzenia). Ktoś inny – wyrzucając śmieci – poczuł dziwny zapach chemikaliów i zawiadomił służby.
Samą w sobie piekielnością jest wyrzucanie chemikaliów na osiedlowy śmietnik.

Ale piekielność właściwa kryje się poniżej:

Straż pożarna oświadczyła, że problem usunięcia chemikaliów (nie mogły wybuchnąć, ale stanowiły zagrożenie podczas wdychania ich oraz dotykania) stanowi problem administratora budynku. Wezwana na miejsce administratorka stwierdziła, że altanka śmietnikowa - stojąca opodal budynku - nie jest w jej jurysdykcji, ponieważ ona zawiaduje tylko samym blokiem i gruntem stricte pod nim. Grunt ten należy do spółdzielni. Spółdzielnia stwierdziła, że grunt pod altanką i sama altanka są w jurysdykcji dzielnicy. Dzielnica odżegnała się stwierdzając, że to grunt spółdzielni. Spółdzielnia odwołała się do własności miasta.

Czekamy na stwierdzenie własności tego kawałka terenu. Śmietnik jest wciąż ogrodzony, a te chemikalia wciąż się w nim znajdują.

I nie ma chętnych do przyznania się do własności tego kawałeczka terenu. Aż mnie kusi tam kiedyś zaparkować auto. Dopiero by się znalazło z 7 "właścicieli"...

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (143)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…