Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82742

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia dotyczy relacji: ludzie i samochody.

Jakiś czas temu byłem sprzedającym, sprawnie sprzedałem dwa swoje dość leciwe pojazdy i przyszło stać się kupującym. (Kontakty z kupującymi moje auta to oddzielna historia). Już dawno wymarzyłem sobie samochód z faltdachem (dach materiałowy, zsuwany) i padło na Twingo I generacji, po faceliftingu (przedział 2000 - 2007).

Wczoraj minął pierwszy miesiąc jak szukam takiego auta, a już mam na koncie kilka piekielnych historii.

1. OLX, Twingo ładnie wygląda na zdjęciach, 120 km od mojego miasta ale jadę. Sprzedający z małego komisu pod Wa-wą (S) - znajomy kupił i dla córki szykował, porobione wszystko, wsiadać i jechać. Kładę się na ulicy zajrzeć w jakim stanie podłoga i progi. (S) lekko czerwienieje, ale nie komentuje. Podłoga wymalowana chyba kilka godzin wcześniej konserwantem, bo nawet się zakurzyć nie zdążyła. Proponuję podjechać na stację diagnostyczną. (S) się zgadza i całe 2 km drogi ja prowadzę a on ,,papla,, jaki to super egzemplarz, po prostu ,,igła,, i takie tam. Na Stacji Diagnostycznej Pan diagnosta na widok (S) udaje mocno, że się nie znają, ale mu to nie wychodzi, bo w pewnym momencie zwracają się do siebie po imieniu. Wchodzę pod auto - mokra miska olejowa, nadgnite łoże silnika. Zwracam na to uwagę (S) i diagnoście - jakby nagle ogłuchli, (S) zmienił kolor na czerwony. Daję sobie spokój, jadę do kolejnego Twingo, kolejne 80 km.

2. Kolejne Twingo tego dnia wystawione na OLX, w komisie, ładne zdjęcia, choć samo wnętrze dość dziwnie sfotografowane - z daleka. Na miejscu okazuje się, że to był celowy zabieg - tapicerka brudna, w plamach i śmierdzi. Deska rozdzielcza się dosłownie kleiła. Niezrażony tym idę po Panią z komisu (PK).

(PK) potrzebuje chyba z 2 minut by mnie zauważyć, kiedy stoję w jej biurze, tak jest zajęta pogaduszkami przez telefon, mimo że jestem jedynym klientem. W końcu wychodzimy, proszę o otwarcie komory silnika. (PK) wpycha dłoń w pas przedni i ciągnąc za pozostałości linki, otwiera pokrywę. Silnik tak wybłyszczony Plakiem, że w przypadku byle iskry grozi samozapłonem! Otwieram korek wlewu oleju a tam śliczny ,,majonez,, - emulsja olejowa, świadcząca o uszkodzeniu uszczelki pod głowicą. Pytam więc, mocno zirytowany (PK) po kiego w...a piszą w ogłoszeniu, że auto sprawne technicznie? (PK) coś zaczyna bredzić, że zadzwoni po męża i on mi zejdzie z ceny, bo to takie śliczne autko i ucieka do biura. Odjeżdżam zniesmaczony.

3. Facebook, Twingo z końca produkcji tego modelu, niski przebieg, blisko. W tej samej miejscowości jest też drugie, trochę starsze i nieco tańsze, więc najpierw oglądam to młodsze.

Pan sprzedający (PS) mówi, że wie tyle co nic, bo to ciotki siostry męża wujka stryjenki samochód. I on wystawia w ich imieniu i ma im to sprzedać. OK, myślę sobie, czasami ktoś nie ogarnia ogłoszeń w necie. Pierwsze wrażenie niezłe, progi zdrowe, podłoga zdrowa. Po zajrzeniu do wnętrza euforia opada - plastiki na progach po obu stronach dziwnie odbarwione z szarego na brudno czerwony. (PS) twierdzi, że to od słońca. Fotel kierowcy w pokrowcu, po zdjęciu okazuje się, że w innej tapicerce. Silnik suchy, nie myty, brak majonezu - jedziemy się przejechać. Model bez wspomagania kierownicy, ale kręci się o dziwo za ciężko. Sprzęgło lekko się ślizga, nieco słabe hamulce, po za tym OK. Po jeździe próbnej mówię o tym, co mi nie pasuje i proponuję zejście z ceny o 20%. (PS) nonszalancko oświadcza, że on nie musi schodzić z ceny, bo i tak się sprzeda na pniu. O dziwo, stoi na OLX do dzisiaj, mimo 2 krotnej już przeceny.

Jadę więc zobaczyć drugie Twingo w tym samym mieście. Samochód stoi na ulicy i już wiem, dlaczego zdjęcia robiono z daleka - rdza na krawędziach drzwi, przy klapce wlewu paliwa, na podszybiu. Nawet nie dzwonię do właścicielki, że jestem.

3. Kolejne auto jest oddalone o 450 km. By nie zrobić sobie wycieczki życia, dzwonię czy aktualne i proszę o zdjęcie podłogi i progów. Pan mówi, że OK, jak tylko wróci z pracy to zrobi i wyśle. Zdjęcia doszły po 2 tygodniach. Były robione słoikiem po dżemie, sądząc po ich jakości i tym, że nic z nich nie wynika.

4. W ,,obserwowanych,, model dość młody, za rozsądną cenę.
W ogłoszeniu napisano, że kontakt tylko osobisty. Ale że jest telefon, to dzwonię się umówić. Pan z ogłoszenia (PzO) odbiera dopiero 3 dnia, ale mówi, że spoko, można przyjeżdżać i brać, wszystko śmiga, zero rdzy, będzie pan zadowolony. Że odległość to 250 km w jedną stronę, pytam nieśmiało, w jakim stanie są progi i podłoga? (PzO) nagle przechodzi w stan furii i krzyczy, że on nie ma czasu na pogadanki i się rozłącza. Po godzinie, gdy przeglądam ogłoszenia, to samo Twingo jest już droższe o 300 zł. Zdrożało jeszcze o kolejne 200, by po tygodniu, wrócić do poprzedniej ceny.

5. Ładne Twingo, zadbane, cena może ciut wyższa od mojego budżetu, ale postanawiam, że dołożę jak będzie tego warte. Dzwonię, umawiam się, jest miło i kulturalnie. Mam jechać za dwa dni, dzień wcześniej dostaję info, że była stłuczka, i jest uszkodzone z przodu nieznacznie. Sprzedający sam proponuje zejście z ceny o 50 % jeśli bym chciał to sam naprawiać. Proszę o zdjęcia. Dostaję jedno, na którym widać tylko, że pokrywa silnika jest lekko wgnieciona. Proszę wiec o zdjęcia wnętrza komory silnika, by ocenić uszkodzenia i przemyśleć sens zakupu. Zapada cisza, zero odzewu.

6. Komis, typu 3 auta na podwórku, na niemieckich blachach. Twingo prezentuje się ładnie. Pan w rozmowie telefonicznej bardzo miły, obiecuje podesłać zdjęcia progów i wnętrza. Zdjęć przychodzi chyba ze 20. Pan się postarał, jednak zdjęcia działają na jego niekorzyść. Mimo, że w ogłoszeniu napisano, że samochód zadbany, na drzwiach pasażera obtarcie, wypłowiałe lub tak bardzo brudne fotele przednie, wypalona papierosem dziura w tylnej kanapie. Dzwonię więc zapytać, czy jest możliwe zejście z ceny? Pan obrażony i już nie miły, krzyczy do mnie, że nie muszę kupować i że się czepiam. No cóż. Auto stoi do dziś na OLX w niezmienionej cenie.

Podsumowując: nie sądziłem, że obecnie znalezienie używanego auta w stanie technicznym dobrym, w budżecie do 5k to taka droga przez mękę!
Sprzedający wręcz kłamią w ogłoszeniach w żywe oczy, licząc chyba na to, że kupujący na pewien czas oślepnie lub kupi korespondencyjnie, bez oglądania. Określenia: ,,auto do drobnych poprawek lakierniczych, kiedy zgniły progi to przegięcie. ,,Sprawne technicznie”, kiedy jest wyciek z miski olejowej, sprzęgło się ślizga, kierownica chodzi jak w Kamazie to oszustwo. A teksty typu: szykowałem dla córki, ale sprzedaję (córka zmarła?), jeździła kobieta (to niby co?), wymieniony rozrząd, hamulce, remont kapitalny wręcz był robiony, ale sprzedaję, bo kupuję większe - świadczą o tym, że takie osoby liczą na kupującego z IQ kamienia polnego.

Jeszcze się nie poddałem, choć już mam momentami serdecznie dosyć. Jednak na poważnie rozważam ogłoszenie, że będę za drobną opłatą jeździł do samochodów w mojej okolicy i oglądał je dla kogoś by potem zdać relację ze swoich spostrzeżeń. To może być biznes życia!

używane auta komis samochodowy janusze biznesu

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (111)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…