Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

#82745

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia jeziorna.

Płyniemy sobie pod żaglem. Trochę spinając się, bo poumawialiśmy się ze znajomymi, a tu jak na złość wiatr nas nie lubi i trzeba halsować.
Wstajemy więc o piątej, do szóstej jakieś śniadanie i podstawy higieny, a potem na wodę.

I tak sobie płyniemy nie za szybko, ale około piętnastej psica będąca z nami na pokładzie zaczyna piskać.
No nic, staramy się ją zając, bo za godzinkę powinniśmy być w Sztynorcie, to nie warto już do brzegu dobijać.
Szczęśliwie dobijamy do kei, psica szybki skok i bieg w krzaki.

Ja powoli za nią sobie drepczę ze smyczą, wiem, że psica nie zgubi się i zaraz przybiegnie. Wtem dopada mnie Piekielna Mamuśka.
Otwór plująco-gryzący rozwarty ma do granicy oporu i wrzeszczy:

- Kto to widział, psa wypuszczać, przecież on tu nasika, a tu się dzieci bawią!

Zapytałem tylko czy uważa, że mam prowadzić psa do toitoiki, a jeśli tak to co z nim robić, bo nie jest nauczony z toalety korzystać. Nie chciało mi się kłócić z kobietą.

Wieczorem delikatnie poimprezowaliśmy, ale z założeniem, że o piątej znów wstajemy.
PLOT TWIST: dzień następny godzina piąta. Wychodzę żeby odwiedzić toitoikę. Na zejściu z pomostu spotykam Piekielną z córką (na oko z 7 lat). Trzymając się za rączki i patrząc sobie głęboko w oczy w przykucu, wspólnie obsrywają zejście z pomostu. A kabina jakieś 20 metrów dalej.

Ja rozumiem, że toitoiki za wonne i za higieniczne nie są, ale ludzie...

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (163)

Komentarze

Momencik, trwa ładowanie komentarzy   ładowanie…